Nacomi - Naturalny peeling do ciała z masłem shea Pomarańcza

 Peelingi do ciała to produkty, które lubię testować. Szczególnie lubię te, które nawilżają dodatkowo skórę i pozwalają zaoszczędzić czas gdy się spieszę i nie mam czasu na balsamowanie. Czy naturalny peeling do ciała z masłem shea marki Nacomi spełnił moje oczekiwania dowiecie się z dzisiejszego posta. Cena za 100 ml to ok. 16 zł, jest też dostępny w większym opakowaniu.


 Opakowanie to mały, zakręcany, plastikowy słoiczek. Dodatkowo zabezpieczony plastikowym wieczkiem pod nakrętką. Jest niewielkich rozmiarów, zawiera 100 ml produktu. Na szczęście mimo tego starczył mi na kilka użyć. Peeling ma bardzo ładny pomarańczowy zapach. Jest orzeźwiający i świeży, lubię go stosować jak wstaję po nockach w pracy. Jest wyczuwalny na skórze jeszcze jakiś czas po użyciu.


 Od producenta:


 Konsystencja jest dość zbita ale nie ma problemu z nabraniem go palcami. Pod wpływem ciepła dłoni czuć jak masło shea i olejki (makadamia, kokosowy i pomarańczowy) zaczynają się rozpuszczać. Dzięki temu łatwo sunie po skórze wykonując masaż i usuwając martwy naskórek. Drobinki cukru są dość ostre ale trzeba uważać żeby się zbyt szybko nie rozpuściły więc najlepiej nie stać pod strumieniem wody. 


 Po wykonanym peelingu skóra jest gładka, przyjemna w dotyku ale i trochę tłusta. Mi to w ogóle nie przeszkadza ponieważ jest to nawilżająca warstwa masła shea i olejków. Na szczęście nie jest ona ani klejąca ani oblepiająca, nie muszę jej zmywać i dzięki temu mogę spokojnie pominąć balsamowanie. Jeśli chodzi o właściwości antycellulitowe to nie zaobserwowałam ich, musiałabym go pewnie używać znacznie dłużej.


 Podsumowanie: Bardzo polubiłam peeling do ciała marki Nacomi. Spełnia swoje zadanie a dodatkowo nawilża skórę a jego zapach umila używanie. Jedyną wadą jaką mogę wskazać to mała pojemność przez co trochę szybko się kończy. Chętnie do niego kiedyś wrócę lub wypróbuję inne wersje zapachowe.

 Używałyście peelingów tej marki? Jakie zapachy polecacie?

Kulturalny Marzec + Kwiecień :)

 Już prawie połowa maja więc wypadałoby pokazać Wam co przez ostatnie dwa miesiące udało mi się przeczytać, obejrzeć i najczęściej słuchać czyli czas na Podsumowanie Kulturalne Marca i Kwietnia :)
 Jeśli chodzi o książki to standardowo były dwie na miesiąc czyli łącznie cztery do pokazania:

 Ninni Schulman - Mężczyzna, który przestał płakać


 W cichym, spokojnym Hagfors niewiele się dzieje. Wszyscy znają się od dziecka. Wiedzą o sobie wszystko. I nagle czworo ludzi traci życie. I każdy zaczyna się bać...
  Jest upalny sierpniowy wieczór. Straż pożarna w Hagfors dostaje wezwanie do pożaru domu stojącego na skraju lasu. Kiedy dziennikarka Magdalena Hansson dociera na miejsce, niemal cały budynek zdążył już spłonąć, a ze zgliszcz wydobywają się kłęby czarnego dymu. W środku była kobieta... Kilka dni później płonie następny dom. A potem jeszcze jeden. Są kolejne ofiary. Policja Hagfors staje wobec jednego ze największych wyzwań w swojej historii. Na małą värmlandzką miejscowość i jej mieszkańców pada strach. Kiedy zacznie płonąć następny dom? I dlaczego?
Magdalena sama ma problemy: jej adoptowany synek nie przestaje tęsknić za Sztokholmem, a ona wikła się w trudny związek z Petterem, swoją szkolną miłością. Ale na własną rękę rozpoczyna poszukiwania podpalacza. Nie przeczuwa, że jej zaangażowanie stanie się wkrótce bardzo osobiste. I śmiertelnie ryzykowne…


 Ninni Schulman - Odpowiedz, jeśli mnie słyszysz

 Realistyczna sensacyjna intryga rozwija się w zamkniętej społeczności, wśród wiarygodnych bohaterów – zwykłych ludzi, z których każdy kryje sekret, o którym wolałby zapomnieć.
  Październikowy ranek, lasy pod Hagfors. Podczas polowania pada strzał, od którego ginie jeden z myśliwych. Jego czternastoletnia córka, która była razem z nim, znika... Nieszczęśliwy wypadek czy morderstwo? Dwadzieścioro uczestników polowania staje się podejrzanymi. Wśród nich jest szefowa policji w Hagfors i ojciec młodej dziennikarki Magdaleny Hansson. I to właśnie Magdalena wpada na trop przeoczony przez policję. Jest na urlopie macierzyńskim, jej związek z mężczyzną jej życia przeżywa kryzys, a mimo to – a może właśnie dlatego? – angażuje się w śledztwo na własną rękę. I odkrywa, że zabity miał wiele sekretów i wielu wrogów. A każdy z nich miał motyw, żeby zabić – z zemsty, zawiści, rozpaczy…



 Obie książki tej autorki (tak samo jak pierwsza, która czytałam) są bardzo ciekawymi, wciągającymi kryminałami z zaskakującym zakończeniem. Jeśli lubicie taki gatunek to na prawdę warto po nie sięgnąć. 

  Ostre Przedmioty

 Camille Preaker po krótkim pobycie w klinice psychiatrycznej wraca do pracy reporterki w „Daily Post” i otrzymuje zlecenie na artykuł o tajemniczych zabójstwach dwóch małych dziewczynek w jej rodzinnym miasteczku. Z niechęcią wraca do wspaniałej wiktoriańskiej rezydencji, w której się wychowała, gdzie zaczyna ją prześladować wspomnienie tragedii z dzieciństwa. Stara się odkryć prawdę o brutalnych zbrodniach. Wszystkie tropy prowadzą jednak w ślepą uliczkę i zmuszają Camille do rozwikłania zagadki własnej przeszłości, której musi stawić czoło.

 Większość osób zna książkę "Zaginiona dziewczyna" tej autorki, przeczytałam ją, podobała mi się więc sięgnęłam po jej pierwszą powieść kryminalną. I powiem Wam, że było warto bo wydaje mi się jeszcze lepsza. Trzyma w napięciu do samego końca, jest wciągająca a zakończenie nie rozczarowuje.


 Sara Shepard - Gra w Kłamstwa

 Najgorsze w byciu martwym jest to, że niczego już nie przeżyjesz. Nigdy więcej nie pocałujesz chłopaka. Nigdy więcej żadnych sekretów. Nigdy więcej plotek z dziewczynami.
 Chciałam dostać coś, czego nikt inny jeszcze nie otrzymał – drugie życie. Dzięki Emmie, mojej zaginionej siostrze bliźniaczce, mam na to szansę.

 Może nie jestem już nastolatką ale czasami sięgam po książki, które są do nich kierowane. Oglądałam wcześniej serial oparty na tej serii, nie doczekał się kontynuacji dlatego sięgnęłam po książkę, żeby dowiedzieć się co dalej :) Oczywiście różni się ona od serialu i to znacząco już w kwestii głównych bohaterek. W książce jedna jest martwa i jest narratorem, w serialu obie żyją. Po pierwszym tomie nie wiem jeszcze, którą wersję wolę, zobaczymy po dalszej lekturze. Nie jest to nic ambitnego, raczej ciekawa odskocznia od zwykłych kryminałów, którą szybko się czyta.


 Wiem, że filmy u mnie nie pojawiają się zbyt często ale tym razem były dwa, które udało mi się obejrzeć.

 W Imię (2013)

 Ksiądz Adam (Andrzej Chyra) obejmuje nową parafię i organizuje ośrodek dla młodzieży niedostosowanej społecznie. Szybko przekonuje do siebie ludzi energią, charyzmą i otwartością. Przyjaźń z miejscowym outsiderem (w tej roli Mateusz Kościukiewicz) zmusi kapłana do zmierzenia się z własnymi problemami, przed którymi kiedyś uciekł w stan duchowny.

 To film o którym było głośno i zdobył kilka nagród. Nie jest to lekki film dla każdego, jest dość specyficzny. Tym bardziej, że porusza raczej nie łatwy temat i to w środowisku duchowych. Obejrzałam ale jakoś bez większego zainteresowania.


 I Origins (2014)

 Młody naukowiec Ian Gray (Michael Pitt) spotyka na imprezie Sofi (Astrid Bergès-Frisbey) - tajemniczą dziewczynę w masce, której fotografuje oczy. Po chwili nieznajoma odchodzi. Wkrótce, dzięki zbiegowi okoliczności, spotykają się ponownie. Nawiązują namiętny romans, który spontanicznie chcą przypieczętować ślubem.

 Film zaliczono jako dramat sci-fi i trzeba przyznać, że to dość ciekawe połączenie. Początek filmu jest bardziej historią miłosną, w drugiej za to pojawia się element sci-fi. Dużą rolę odgrywa "walka" nauka kontra wiara. Dobrze mi się go oglądało, nie dłużył się i był "czymś innym".


 A wśród piosenek, które najczęściej słuchałam w ostatnim czasie były m.in.:

 James Arthur - Safe Inside 


 Kygo, Selena Gomez - It Ain't Me


 Zedd, Alessia Cara - Stay


 Rag'n'Bone Man - Skin


 Luis Fonsi - Despacito ft. Daddy Yankee 


 Enrique Iglesias - Subeme La Radio ft. Descemer Bueno, Zion & Lennox 


 To chyba by było na tyle. Znacie coś z przedstawionych przeze mnie książek, filmów lub piosenek? Jakie wrażenia? Co Wam się ostatnio spodobało?

Vis Plantis - Krem do rąk i paznokci odmładzający

 Kremy do rąk to produkty, które muszą być u mnie porozkładane wszędzie ale o tym już chyba nie raz wspominałam. Testuję ich sporo szukając takich, które spełnią moje oczekiwania. Nie o wszystkich warto pisać całe posty, pojawiają się tylko w Projekcie Denko. Jednak odmładzający krem do rąk i paznokci marki Vis Plantis zasługuje na to aby poświęcić mu kilka słów. Kosztuje ok. 7 zł ale widziałam go do tej pory tylko w sklepach internetowych.


 Opakowanie jest tradycyjne, plastikowa tubka zamykana na klik o pojemności 75 ml. Łatwe w użytkowaniu, nie ma problemu z jego otwieraniem ani z wciśnięciem odpowiedniej ilości produktu. Grafika prosta ale miła dla oka.


 Od producenta:


 Krem ma lekką konsystencję, która łatwo rozprowadza się na skórze i szybko się wchłania. Nie zostawia po sobie tłustej, wyczuwalnej warstwy. Ręce nie są klejące ani śliskie. Zaraz po jego zastosowaniu można wrócić do normalnych czynności np. pisanie na klawiaturze komputera lub telefonu. Zapach jest ładny, lekko słodki, nie nachalny ale wyczuwalny.


 Biorąc pod uwagę powyższe właściwości spodziewałam się, ze będzie kiepsko radził sobie z moimi dłońmi. Na szczęście okazał się całkiem przyjemny w działaniu. Przynosi ulgę suchym dłoniom, nawilża chociaż trzeba ponawiać aplikację w ciągu dnia (ale u mnie to normalne). Skóra po jego użyciu jest wygładzona i przyjemnie pachnąca. Nie zauważyłam jego wpływu na paznokcie ale do tego chyba musiałabym go używać dłuższy czas.


 Podsumowanie: Krem do rąk Vis Plantis bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Mimo lekkiej konsystencji i szybkiego wchłanianie na prawdę pomaga w walce z suchymi dłońmi. Jest fajny do stosowania w ciągu dnia, na noc wolę coś bardziej treściwego. Do tego przyjemny zapach umila stosowanie. 

 Miałyście styczność z kremami do rąk te marki? Jak wrażenia?