Nacomi - Naturalny peeling do ciała z masłem shea Pomarańcza

 Peelingi do ciała to produkty, które lubię testować. Szczególnie lubię te, które nawilżają dodatkowo skórę i pozwalają zaoszczędzić czas gdy się spieszę i nie mam czasu na balsamowanie. Czy naturalny peeling do ciała z masłem shea marki Nacomi spełnił moje oczekiwania dowiecie się z dzisiejszego posta. Cena za 100 ml to ok. 16 zł, jest też dostępny w większym opakowaniu.


 Opakowanie to mały, zakręcany, plastikowy słoiczek. Dodatkowo zabezpieczony plastikowym wieczkiem pod nakrętką. Jest niewielkich rozmiarów, zawiera 100 ml produktu. Na szczęście mimo tego starczył mi na kilka użyć. Peeling ma bardzo ładny pomarańczowy zapach. Jest orzeźwiający i świeży, lubię go stosować jak wstaję po nockach w pracy. Jest wyczuwalny na skórze jeszcze jakiś czas po użyciu.


 Od producenta:


 Konsystencja jest dość zbita ale nie ma problemu z nabraniem go palcami. Pod wpływem ciepła dłoni czuć jak masło shea i olejki (makadamia, kokosowy i pomarańczowy) zaczynają się rozpuszczać. Dzięki temu łatwo sunie po skórze wykonując masaż i usuwając martwy naskórek. Drobinki cukru są dość ostre ale trzeba uważać żeby się zbyt szybko nie rozpuściły więc najlepiej nie stać pod strumieniem wody. 


 Po wykonanym peelingu skóra jest gładka, przyjemna w dotyku ale i trochę tłusta. Mi to w ogóle nie przeszkadza ponieważ jest to nawilżająca warstwa masła shea i olejków. Na szczęście nie jest ona ani klejąca ani oblepiająca, nie muszę jej zmywać i dzięki temu mogę spokojnie pominąć balsamowanie. Jeśli chodzi o właściwości antycellulitowe to nie zaobserwowałam ich, musiałabym go pewnie używać znacznie dłużej.


 Podsumowanie: Bardzo polubiłam peeling do ciała marki Nacomi. Spełnia swoje zadanie a dodatkowo nawilża skórę a jego zapach umila używanie. Jedyną wadą jaką mogę wskazać to mała pojemność przez co trochę szybko się kończy. Chętnie do niego kiedyś wrócę lub wypróbuję inne wersje zapachowe.

 Używałyście peelingów tej marki? Jakie zapachy polecacie?

Kulturalny Marzec + Kwiecień :)

 Już prawie połowa maja więc wypadałoby pokazać Wam co przez ostatnie dwa miesiące udało mi się przeczytać, obejrzeć i najczęściej słuchać czyli czas na Podsumowanie Kulturalne Marca i Kwietnia :)
 Jeśli chodzi o książki to standardowo były dwie na miesiąc czyli łącznie cztery do pokazania:

 Ninni Schulman - Mężczyzna, który przestał płakać


 W cichym, spokojnym Hagfors niewiele się dzieje. Wszyscy znają się od dziecka. Wiedzą o sobie wszystko. I nagle czworo ludzi traci życie. I każdy zaczyna się bać...
  Jest upalny sierpniowy wieczór. Straż pożarna w Hagfors dostaje wezwanie do pożaru domu stojącego na skraju lasu. Kiedy dziennikarka Magdalena Hansson dociera na miejsce, niemal cały budynek zdążył już spłonąć, a ze zgliszcz wydobywają się kłęby czarnego dymu. W środku była kobieta... Kilka dni później płonie następny dom. A potem jeszcze jeden. Są kolejne ofiary. Policja Hagfors staje wobec jednego ze największych wyzwań w swojej historii. Na małą värmlandzką miejscowość i jej mieszkańców pada strach. Kiedy zacznie płonąć następny dom? I dlaczego?
Magdalena sama ma problemy: jej adoptowany synek nie przestaje tęsknić za Sztokholmem, a ona wikła się w trudny związek z Petterem, swoją szkolną miłością. Ale na własną rękę rozpoczyna poszukiwania podpalacza. Nie przeczuwa, że jej zaangażowanie stanie się wkrótce bardzo osobiste. I śmiertelnie ryzykowne…


 Ninni Schulman - Odpowiedz, jeśli mnie słyszysz

 Realistyczna sensacyjna intryga rozwija się w zamkniętej społeczności, wśród wiarygodnych bohaterów – zwykłych ludzi, z których każdy kryje sekret, o którym wolałby zapomnieć.
  Październikowy ranek, lasy pod Hagfors. Podczas polowania pada strzał, od którego ginie jeden z myśliwych. Jego czternastoletnia córka, która była razem z nim, znika... Nieszczęśliwy wypadek czy morderstwo? Dwadzieścioro uczestników polowania staje się podejrzanymi. Wśród nich jest szefowa policji w Hagfors i ojciec młodej dziennikarki Magdaleny Hansson. I to właśnie Magdalena wpada na trop przeoczony przez policję. Jest na urlopie macierzyńskim, jej związek z mężczyzną jej życia przeżywa kryzys, a mimo to – a może właśnie dlatego? – angażuje się w śledztwo na własną rękę. I odkrywa, że zabity miał wiele sekretów i wielu wrogów. A każdy z nich miał motyw, żeby zabić – z zemsty, zawiści, rozpaczy…



 Obie książki tej autorki (tak samo jak pierwsza, która czytałam) są bardzo ciekawymi, wciągającymi kryminałami z zaskakującym zakończeniem. Jeśli lubicie taki gatunek to na prawdę warto po nie sięgnąć. 

  Ostre Przedmioty

 Camille Preaker po krótkim pobycie w klinice psychiatrycznej wraca do pracy reporterki w „Daily Post” i otrzymuje zlecenie na artykuł o tajemniczych zabójstwach dwóch małych dziewczynek w jej rodzinnym miasteczku. Z niechęcią wraca do wspaniałej wiktoriańskiej rezydencji, w której się wychowała, gdzie zaczyna ją prześladować wspomnienie tragedii z dzieciństwa. Stara się odkryć prawdę o brutalnych zbrodniach. Wszystkie tropy prowadzą jednak w ślepą uliczkę i zmuszają Camille do rozwikłania zagadki własnej przeszłości, której musi stawić czoło.

 Większość osób zna książkę "Zaginiona dziewczyna" tej autorki, przeczytałam ją, podobała mi się więc sięgnęłam po jej pierwszą powieść kryminalną. I powiem Wam, że było warto bo wydaje mi się jeszcze lepsza. Trzyma w napięciu do samego końca, jest wciągająca a zakończenie nie rozczarowuje.


 Sara Shepard - Gra w Kłamstwa

 Najgorsze w byciu martwym jest to, że niczego już nie przeżyjesz. Nigdy więcej nie pocałujesz chłopaka. Nigdy więcej żadnych sekretów. Nigdy więcej plotek z dziewczynami.
 Chciałam dostać coś, czego nikt inny jeszcze nie otrzymał – drugie życie. Dzięki Emmie, mojej zaginionej siostrze bliźniaczce, mam na to szansę.

 Może nie jestem już nastolatką ale czasami sięgam po książki, które są do nich kierowane. Oglądałam wcześniej serial oparty na tej serii, nie doczekał się kontynuacji dlatego sięgnęłam po książkę, żeby dowiedzieć się co dalej :) Oczywiście różni się ona od serialu i to znacząco już w kwestii głównych bohaterek. W książce jedna jest martwa i jest narratorem, w serialu obie żyją. Po pierwszym tomie nie wiem jeszcze, którą wersję wolę, zobaczymy po dalszej lekturze. Nie jest to nic ambitnego, raczej ciekawa odskocznia od zwykłych kryminałów, którą szybko się czyta.


 Wiem, że filmy u mnie nie pojawiają się zbyt często ale tym razem były dwa, które udało mi się obejrzeć.

 W Imię (2013)

 Ksiądz Adam (Andrzej Chyra) obejmuje nową parafię i organizuje ośrodek dla młodzieży niedostosowanej społecznie. Szybko przekonuje do siebie ludzi energią, charyzmą i otwartością. Przyjaźń z miejscowym outsiderem (w tej roli Mateusz Kościukiewicz) zmusi kapłana do zmierzenia się z własnymi problemami, przed którymi kiedyś uciekł w stan duchowny.

 To film o którym było głośno i zdobył kilka nagród. Nie jest to lekki film dla każdego, jest dość specyficzny. Tym bardziej, że porusza raczej nie łatwy temat i to w środowisku duchowych. Obejrzałam ale jakoś bez większego zainteresowania.


 I Origins (2014)

 Młody naukowiec Ian Gray (Michael Pitt) spotyka na imprezie Sofi (Astrid Bergès-Frisbey) - tajemniczą dziewczynę w masce, której fotografuje oczy. Po chwili nieznajoma odchodzi. Wkrótce, dzięki zbiegowi okoliczności, spotykają się ponownie. Nawiązują namiętny romans, który spontanicznie chcą przypieczętować ślubem.

 Film zaliczono jako dramat sci-fi i trzeba przyznać, że to dość ciekawe połączenie. Początek filmu jest bardziej historią miłosną, w drugiej za to pojawia się element sci-fi. Dużą rolę odgrywa "walka" nauka kontra wiara. Dobrze mi się go oglądało, nie dłużył się i był "czymś innym".


 A wśród piosenek, które najczęściej słuchałam w ostatnim czasie były m.in.:

 James Arthur - Safe Inside 


 Kygo, Selena Gomez - It Ain't Me


 Zedd, Alessia Cara - Stay


 Rag'n'Bone Man - Skin


 Luis Fonsi - Despacito ft. Daddy Yankee 


 Enrique Iglesias - Subeme La Radio ft. Descemer Bueno, Zion & Lennox 


 To chyba by było na tyle. Znacie coś z przedstawionych przeze mnie książek, filmów lub piosenek? Jakie wrażenia? Co Wam się ostatnio spodobało?

Vis Plantis - Krem do rąk i paznokci odmładzający

 Kremy do rąk to produkty, które muszą być u mnie porozkładane wszędzie ale o tym już chyba nie raz wspominałam. Testuję ich sporo szukając takich, które spełnią moje oczekiwania. Nie o wszystkich warto pisać całe posty, pojawiają się tylko w Projekcie Denko. Jednak odmładzający krem do rąk i paznokci marki Vis Plantis zasługuje na to aby poświęcić mu kilka słów. Kosztuje ok. 7 zł ale widziałam go do tej pory tylko w sklepach internetowych.


 Opakowanie jest tradycyjne, plastikowa tubka zamykana na klik o pojemności 75 ml. Łatwe w użytkowaniu, nie ma problemu z jego otwieraniem ani z wciśnięciem odpowiedniej ilości produktu. Grafika prosta ale miła dla oka.


 Od producenta:


 Krem ma lekką konsystencję, która łatwo rozprowadza się na skórze i szybko się wchłania. Nie zostawia po sobie tłustej, wyczuwalnej warstwy. Ręce nie są klejące ani śliskie. Zaraz po jego zastosowaniu można wrócić do normalnych czynności np. pisanie na klawiaturze komputera lub telefonu. Zapach jest ładny, lekko słodki, nie nachalny ale wyczuwalny.


 Biorąc pod uwagę powyższe właściwości spodziewałam się, ze będzie kiepsko radził sobie z moimi dłońmi. Na szczęście okazał się całkiem przyjemny w działaniu. Przynosi ulgę suchym dłoniom, nawilża chociaż trzeba ponawiać aplikację w ciągu dnia (ale u mnie to normalne). Skóra po jego użyciu jest wygładzona i przyjemnie pachnąca. Nie zauważyłam jego wpływu na paznokcie ale do tego chyba musiałabym go używać dłuższy czas.


 Podsumowanie: Krem do rąk Vis Plantis bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Mimo lekkiej konsystencji i szybkiego wchłanianie na prawdę pomaga w walce z suchymi dłońmi. Jest fajny do stosowania w ciągu dnia, na noc wolę coś bardziej treściwego. Do tego przyjemny zapach umila stosowanie. 

 Miałyście styczność z kremami do rąk te marki? Jak wrażenia?

Yankee Candle - Cherry Blossom (wosk)

 Yankee Candle wprowadza regularnie nowości, aż nie nadążam z ich testowaniem. Dziś jednak przedstawię Wam Cherry Blossom czyli jeden z nowszych zapachów wchodzących w skład wiosennej kolekcji Q1. Produkty marki Yankee Candle dostaniecie oczywiście na Goodies.pl, woski w cenie 9 zł. Ten zapach jest akurat niedostępny w tym momencie w formie wosku ale można się zaopatrzyć w sampler w cenie 11 zł, który też można topić w kominku.


 Wosk z kwiatowej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic o żywym, charakterystycznym zapachu kwiatów wiśni z nutą bergamotki i drzewa sandałowego. (opis ze strony goodies.pl)


 Jaki to jest cudownie wiosenny zapach, od razu mi się humor poprawia jak go topię w kominku. To słodki aromat kwiatów wiśni połączonych z jej soczystymi owocami oraz przełamany drzewem sandałowym. Dla mnie to zapach perfumeryjny, świeży i radosny.
 Niewielki kawałek wrzucony do kominka ma bardzo dobrą moc i zapełnia sobą nawet sąsiednie pomieszczenia. Nie jest przy tym zbyt przytłaczający, nie wywołuje bólu głowy.


 Podsumowanie: Cherry Blossom to dla mnie idealny zapach na wiosenne dni. Pięknie pachnie i ma całkiem niezłą moc. Jest dla mnie kandydatem na kolejną dużą świecę więc to chyba o czymś świadczy. Polecam Wam go wypróbować :)

 Nadążacie z testowaniem nowych zapachów czy macie też takie zaległości jak ja? :)

Projekt Denko - Luty + Marzec :)

 Zazwyczaj Projekt Denko pojawia się na końcu lub początku miesiąca a nie po jego połowie. Jednak w ostatnich dwóch miesiącach trochę mi się tego nazbierało i zajęło mi dużo czasu opisanie wszystkich produktów, nawet w dużym skrócie. Ale wreszcie się udało więc zapraszam na podsumowanie zużytych produktów w lutym oraz w marcu.


 Sama się trochę przeraziłam jak wyciągnęłam wszystko z pełnej reklamówki do robienia zdjęć. Uważam więc te miesiące za udane jeśli chodzi o zużywanie chociaż jakbym podzieliła tą ilość na dwa to nie byłoby już tak okazale.


 1. Perfect Me - Szampon Repair &  Stay Strong
 Szampon jakich wiele. Oczyszczał włosy, plątał je ale im nie szkodził. Nie zauważyłam jednak wzmocnienia i zmniejszenia wypadania. Dobrze się pienił i był całkiem wydajny. Opakowanie sprawiało trochę problemów z wydobywaniem produktu, szczególnie przy końcu. MOŻE KUPIĘ

 2. Green Pharmacy - Olejek kąpielowy Goździkowiec i Cytryna
 Olejek wlany do kąpieli fajnie się pienił i sprawiał, że skóra była nawilżona ale też i lekko tłusta. Nie było to jednak dla mnie nieprzyjemne uczucie, nie czułam oblepienia. Zapach przypadnie do gustu osobom, którym goździki nie przeszkadzają bo zdecydowanie dominują tutaj, cytryna jest gdzieś w tle. MOŻE KUPIĘ

 3. Yves Rocher - Żel pod prysznic Jabłko w Karmelu
 Stara edycja limitowana o słodkim zapachu jabłka w karmelu, podobał mi się ten aromat. Dobrze się pienił, był wydajny oraz nie przesuszał skóry. Był wydajny ale pod warunkiem, że dokupiło się do niego pompeczkę dodatkowo. Ze względu na dostępność NIE KUPIĘ

 4. Lirene - Krystaliczny żel pod prysznic Orientalna Magnolia <recenzja>
 Pisałam o nim ostatnio. Ładnie pachniał, dobrze się pienił oraz nie wysuszał skóry. Miał wygodne w użytkowaniu opakowanie. MOŻE KUPIĘ

 5. Joanna, Naturia - Olejek do kąpieli i pod prysznic Wanilia i Śmietanka
 Stosowałam go jako płyn do kąpieli. Dawał sporą pianę i delikatny, słodki zapach. Nie należał za to do zbyt wydajnych. MOŻE KUPIĘ


 6. Yves Rocher - Peelingujący płyn do kąpieli Pomarańcza i Cynamon
 To jeszcze edycja limitowana z poprzedniego roku. Miałam dylemat czy wlewać go do kąpieli czy stosować bezpośrednio na ciało więc robiłam i tak i tak. Nie był przez to zbyt wydajny.  W kąpieli dawał fajną pianę ale drobinki peelingujące się marnowały na dnie wanny. Jako peeling do ciała był dość delikatny ale coś tam robił. NIE KUPIĘ

 7. Kallos - Maska do włosów wzmacniająca włosy Banana
 Zapach tej maski jest bardzo podobny do innych kosmetyków bananowy, trochę chemiczny i kojarzy się bardziej z jogurtem/mlekiem bananowym niż ze świeżym owocem. Kupiłam mniejszą pojemność ponieważ te litrowe ciężko mi zużyć i w końcu mi się nudzą. Dobrze wygładzała włosy i pomagała je rozczesać bez problemów. Jeśli nie przesadziłam z ilością to nie obciążała ich. Wystarczyło ją chwilę potrzymać na włosach aby zaobserwować efekty i była wydajna. MOŻE KUPIĘ

 8. Pat & Rub - Masło do ciała Otulające
 Zużywam zapasy starej wersji kosmetyków tej marki, obecnie wyglądają inaczej ale nie wiem jak ze składem i działaniem. To masło miało przyjemny zapach, połączenie cytryny ze słodyczą karmelu i wanilii. Jak na masło miało lekką i szybko wchłaniającą się konsystencję. Dobrze nawilżało i zostawiało przyjemną w dotyku skórę. MOŻE KUPIĘ

 9. Avon - Balsam do ciała Vanilla & Sandalwood
 Nie spodziewałam się po tym produkcie wiele ale przyjemnie mnie zaskoczył. Całkiem nieźle nawilżał i szybko się wchłaniał. Zapach tej wersji był słodki ale przełamany drzewem sandałowym, podobał mi się. Na promocji można dostać te balsamy w na prawdę niskiej cenie ok. 5-6 zł. MOŻE KUPIĘ


 10. Natura Estonica - Tonik do twarzy Żeńszeń & Acai
 Tonik o specyficznym i dość mocnym zapachu, mi akurat to nie przeszkadzało choć musiałam się przyzwyczaić na początku. Dobrze usuwał resztki, które zostały po demakijażu jak również nadmiar sebum i zanieczyszczenia. MOŻE KUPIĘ

 11. Yves Rocher - Oczyszczający płyn micelarny Sebo Vegetal
 Spełniał swoją rolę usuwania makijażu jednak dla 100% czystej skóry konieczne było użycie toniku lub umycie twarzy. Miał dość wyraźny zapach, choć delikatniejszy od poprzednika. MOŻE KUPIĘ

 12. Vianek - Odżywcza maseczka-peeling do twarzy <recenzja>
 Bardzo fajny produkt. Delikatnie peelingu skórę  jednocześnie ją nawilżając. Twarz jest po nim wygładzona,  miękka i przyjemna w dotyku. Jak zmniejszę swoje zapasy to chętnie KUPIĘ.


13. Amaderm - Krem nawilżająco regenerujący
Krem z wysoką zawartością mocznika przeznaczony do stosowania na przesuszone obszary skóry. Najczęściej lądował na moich stopach. Zostawiał je nawilżone i zmiękczone,  szczególnie przy regularnym używaniu. Miał gęstą konsystencję i potrzebował chwili na wchłonięcia ale zazwyczaj zakładała skarpetki więc nie przeszkadzało mi to. Jak gdzieś go znajdę to chętnie KUPIĘ

 14. Delia - Krem do stóp
 Niestety nie polubiłam się z nim. Największą zaleta to świeży zapach i dość szybkie wchłanianie. Jednak jeśli chodzi o nawilżenie to nie bardzo wyczuwalne. Gdybym nie wiedziała, że posmarowałam stopy to po chwili już tego bym nie wyczula dlatego mieszałam go z powyższym kremem Amaderm. NIE KUPIĘ

 15. Venus - Hipoalergiczna emulsja do higieny intymnej
 Miniaturka, która zawieruszyła mi się gdzieś w łazience. Spełniała swoją funkcję, odświeżała nie powodując przy tym podrażnień. Na wyjazdy idealna. MOŻE KUPIĘ


 16. Yves Rocher - Balsam ochronny na zimę z masłem karite
 Gęsta konsystencja i całkiem przyzwoite właściwości nawilżające spowodowały,  że używałam go na noc. Miał dość specyficzny zapach ale nie był brzydki i nie przeszkadzał mi. Mimo małej pojemności był dość wydajny. MOŻE KUPIĘ

 17. Yves Rocher - Rewitalizujący roll-on pod oczy Elixir 7.9 <recenzja>
 Świetnie się sprawdzał rano, zimne kuleczki masujące zmniejszały opuchliznę i "budziły" spojrzenie dzięki maluteńkim drobinkom zawartym w tym żelu. Nawilżenie nie powalało dlatego na noc stosowałam coś bardziej treściwego. Był wydajny ale w cenie regularnej jest drogi więc warto polować na promocje. MOŻE KUPIĘ

 18. Bath & Body Works - Żel antybakteryjny
 Niby maleństwo ale wydajne. Fakt, że sięgałam po niego tylko w ostateczności kiedy nie mogłam umyć normalnie rąk ale wystarczył mi na kilka miesięcy. Zresztą widać po naklejce. Nawet nie pamiętam co to za zapach ale na pewno był ładny, kwiatowy (pomijając alkoholową nutę) i długo utrzymywał się na dłoniach. Mam kilka w zapasach zarówno w tych starych opakowaniach jak i nowych więc KUPIŁAM


 19. Manhattan - Puder matujący Clearface 70 Vanilla
 Kupiłam go w sklepie internetowym dobierając kolor w ciemno ale udało mi się z nim trafić.  Był odpowiednio jasny,  dawał średnie krycie. Właściwości matujące miał niezłe ale po kilku godzinach konieczne były poprawki. MOŻE KUPIĘ

 20. Catrice - Eyebrow Filler
 Maskary do brwi to najprostsza i najszybsza metoda ich przyciemnienia i podkreślenia. Ta miała ładny odcień brązu, nie wpadał w ciepłe tony. Utrzymywała się cały dzień, bardzo wydajny produkt. Na razie testuję inne produkty ale pewnie KUPIĘ.

 21. Mac - Korektor Pro Longwear NW15
 Bardzo wydajny produkt,  wystarczy niewielka ilość aby zakryć sińce pod oczami. Spory wybór odcieni, każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Minusem jest pompeczka, która dozuje zbyt dużo produktu nawet przy delikatnym naciśnięciu. Dlatego warto go wyciskać do małego,  plastikowego, zakręcanego słoiczka aby się nie marnowało zbyt dużo. KUPIŁAM

  22. Bourjois - Tusz do rzęs wodoodporny Twist Up The Volume
 Masakra z szczoteczką 2w1, po przekręceniu zmienia ona swój kształt. Podobał mi się efekt jaki dawały obie wersje na rzęsach, czasami używałam najpierw jednej a drugą warstwę nakładałam drugą. Pierwsza lepiej pogrubiała a druga rozczesywała. Niestety mam zastrzeżenia co do wodoodporności a raczej jej braku. Niestety pod wpływem łez lub wody zaczyna się rozmazywać i kruszyć. Zmywa się lepiej niż większość wodoodpornych tuszy ale wolałabym żeby zamiast tego była trwała. MOŻE KUPIĘ


 23. Isana - Mydło w płynie Forbidden Apple
 Kolejna edycja limitowana mydła Isana, którą bardzo polubiłam szczególnie za zapach. Pachnie słodkim jabłkiem z dodatkiem karmelu. Nie wysusza dłoni i jest tanie. W sumie zużyłam oryginalne opakowanie ale symbolicznie pokazuję zapas. KUPIŁAM

 24. Isana - Płatki kosmetyczne
 Nie mam im nic do zarzucenia, tanie i łatwo dostępne. MOŻE KUPIĘ

 25. Kneipp - Sól do kąpieli Lawendowa
 Zaczynam chyba się przyzwyczajać do zapachu lawendowego no nawet mi się podobał zapach tej soli :) Barwiła wodę na fioletowo i umilała kąpiel. MOŻE KUPIĘ

  26. BioLove - Półkule do kąpieli Niezapominajka
 Pisałam już kiedyś o kuli o zapachu piżma. Te miały świeży, kwiatowy zapach i barwiły wodę na ładny, niebieski kolor. Na pewno umilały kąpiel i dodatkowo nawilżały skórę dzięki swoim składnikom. W woreczku były 3 sztuki. KUPIĘ



 27. LUS - Maska w płacie Aloes
 Jak i poprzednie maski tej marki była przyjemna w używaniu. Dobrze nasączona, nie trzeba zmywać resztek bo wystarczy je wmasować w skórę i zostawić do wchłonięcia. Działają dla mnie tak samo bez względu na nazwę, czyli głównie nawilżają. MOŻE KUPIĘ

 28. Bania Agafii - Maseczka do twarzy Daurska Kojąca <recenzja>
 29. Bania Agafii - Maseczka do twarzy Niebieska Oczyszczająca
 Jak na osobę, która nie przepada za nakładaniem maseczek te nawet lubiłam ponieważ widziałam po nich efekt. Po obu cera była oczyszczona dzięki zawartości glinek a jednocześnie nawilżona przez masło shea i wiele innych dobroczynnych składników. Skóra była miękka,gładka i przyjemna w dotyku. Do tego mają wygodne w użytkowaniu opakowanie dzięki czemu mogłam po nie sięgać nawet rzadko bo nie wysychały i nie marnowały się. MOŻE KUPIĘ


 30. Facelle - Chusteczki do higieny intymnej
 31. Go Pure - Chusteczki Odświeżające
 Oba rodzaje spełniały swoją funkcję i nie powodowały negatywnych efektów. Do tego Go Pure ładnie pachniały rabarbarem. MOŻE KUPIĘ

 32. Ziaja - Pasta stomatologiczna remineralizująca
 Pierwszy raz miałam pastę tej marki. Nie powodowała problemów z dziąsłami więc była dla nich dość delikatna. Nie pieniła się najlepiej ale mimo to skutecznie je czyściła i odświeżała oddech. MOŻE KUPIĘ


 33. Yankee Candle - Wosk Champaca Blossom <recenzja>
 34. Yankee Candle - Wosk Candy Cane Lane <recenzja>
 Oba zapachy polubiłam, są dobrze wyczuwalne ale nie przytłaczają. Candy Cane Lane to słodki, jedzeniowy zapach z dodatkiem mięty. Champaca Blossom to kwiatowe, słodkie perfumy jak dla mnie. Więcej o nich znajdziecie w recenzjach. KUPIĘ

 Podsumowanie: Mam nadzieję, że dobrnęliście do końca. Wiem, że było co czytać choć starałam się pisać w miarę krótko gdzie się dało. 
 PS. Jeśli gdzieś są błędy lub literówki to przepraszam ale jestem drugi dzień od 4 rano na nogach, spędziłam 12 godzin w pracy i mogłam coś przegapić.