Rozdanie z okazji trzecich urodzin bloga :)

 W ostatnim poście wspominałam, że mój blog 20 września obchodził trzecie urodziny. W ramach podziękowań oczywiście musiało pojawić się rozdanie, choć z małym opóźnieniem. Mam nadzieję, że nagrody Wam się spodobają i chętnie weźmiecie w nim udział.


 Nagroda główna:


  • GLOV - Quick Treat
  • Fitokosmetik - Różowa glinka
  • Bio IQ - Żel pod prysznic 2w1 Hair & Body
  • Bath & Body Works - Mgiełka zapachowa Japanese Cherry Blossom
  • Bath & Body Works - Żel antybakteryjny Pink Chiffon
  • Love Me Green - Peeling do twarzy
  • Uroda - Regenerujący olejek do twarzy Oil Repair
  • Organique - Balsam do ciała z masłem shea Milk
  • The Body Shop - Masełko do ust Shea
  • Colour Alike - Lakier do paznokci 532
  •  L'oreal - Cienie do powiek Infallible 607 Blinged & Brilliant
  • Freedom MakeUp - Róż do policzków Beyond
  • Avon - Kredka do oczu Color Trend biała
  • Aubrey Organics - Balsam do ust Raspberry
  • Rimmel - Pomadka Lasting Finish 164 Tantrum
  • My Secret - Błyszczyk do ust 210 Sweet Pink
  • Yankee Candle - Sampler Flowers In The Sun

 Nagroda pocieszenia:


  • Uniqe - Mleczna mgiełka do ciała Abyssinian Oil
  • Corine de Farme - Mleczko do demakijażu oczu
  • Avon - Perfumetka Cherish
  • Bath & Body Works - Żel antybakteryjny Waikiki Surf
  • J.R. Liggett's - Mini szampon w kostce
  • Golden rose - Lakier do paznokci Color Expert 99
  • L'oreal - Cienie do powiek Infallible 405 Pink Sapphire
  • Freedom MakeUp - Róż do policzków Rare
  • Rimmel - Kredka do oczu Scandaleyes srebrna
  • Sierra Bees - Balsam do ust Pomegranate
  • Wibo - Lakier do ust nr 4
  • Yankee Candle - Sampler Shea Butter

 Aby wziąć udział w rozdaniu należy obowiązkowo:
1. Być publicznym obserwatorem  mojego bloga.
2. Zostawić zgłoszenie w komentarzu pod tym postem wg wzoru zamieszczonego poniżej.
 Dodatkowe losy można zdobyć w następujący sposób:
1. Polubić fanpage Blondwłosa Chemiczka na Facebooku (+ 2 losy)
2. Udostępnić informację o rozdaniu poprzez:
  - baner z linkiem przekierowującym na pasku bocznym (+ 2 losy)
  - udostępnienie na facebooku poprzez kliknięcie "Udostępnij" pod informacją o rozdaniu na moim fanpage'u (+ 2 losy)
3. Top komentatorki, jeśli wezmą udział w rozdaniu otrzymają dodatkowo + 2 losy (stan z dnia 27.09.2016)


Wzór zgłoszenia:
Obserwuję jako: 
E-mail:
Lubię na fb jako:
tak/nie ( imię i pierwsza litera nazwiska lub nazwa fanpage)
Baner: tak/ nie (link)
Udostępnienie na fb: tak/nie (link)
Top komentatorka: tak/nie

Baner do pobrania:
Regulamin:
1. Organizatorem i sponsorem rozdania jestem ja, czyli właścicielka bloga http://blondechemist.blogspot.com.
2. Rozdanie trwa do 31.10.2016 włącznie. Czas trwania rozdania może zostać przedłużony w przypadku niskiej liczby zgłoszeń.
3. Warunkiem wzięcia udziału w rozdaniu jest publiczne obserwowanie bloga  http://blondechemist.blogspot.com oraz zostawienie zgłoszenia w komentarzu po tym postem.
4. Każdy uczestnik może zdobyć w sumie 7 losów (top komentatorki 9 losów).
5. Ogłoszenie wyników odbędzie się w ciągu 7 dni od daty jego zakończenia.
6. Zwycięzca zostanie wyłoniony drogą losową i poinformowany o wygranej drogą mailową. Jeśli w ciągu 3 dni zwycięzca nie prześle adresu do wysyłki zostanie wylosowana kolejna osoba.
7. Wysyłka nagrody jest możliwa tylko na terenie Polski.
8. Osoby biorące udział w rozdaniu muszą mieć skończone 18 lat lub posiadać zgodę opiekuna na udział.
9. Osoby, które po zakończeniu rozdania przestaną obserwować blog trafią na "czarną listę" i nie będą mogły wziąć udziału w kolejnych rozdaniach.
10. Każdy uczestnik biorący udział w rozdaniu akceptuje jego regulamin.
11. Zastrzegam sobie prawo do zmiany regulaminu w wyjątkowych sytuacjach.
12. Rozdanie nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr. 4, poz. 27 z późn. zm).

 Życzę Wszystkim powodzenia i zapraszam do udziału :)

Yankee Candle - Flowers In The Sun oraz Dreamy Summer Nights

 Przegapiłam dzień trzecich urodzin mojego bloga! Po prostu wstyd... Z jednodniowym opóźnieniem dziękuję wszystkim, którzy tu zaglądają. Na pewno będzie z tej okazji rozdanie w ramach podziękowań, postaram się jak najszybciej je ogarnąć :)
 A w międzyczasie wypadałoby wreszcie napisać tutaj cokolwiek. Wiem, że w tym miesiącu idzie mi z tym jeszcze gorzej niż zawsze. Najchętniej non stop bym spała, taka zmęczona ostatnio jestem i najzwyczajniej w świecie nie potrafię wykrzesać z siebie energii na pisanie. Za co przepraszam.
 Dlatego znowu sięgam po najłatwiejszy temat czyli woski Yankee Candle :) Dzisiejsi bohaterowie: Flowers In The Sun oraz Dreamy Summer Nights pochodzą z tegorocznej, letniej kolekcji Q2 Warm Summer Nights. Woski po kolejnej podwyżce cen kosztują już 9 zł, dostępne są w sklepie Goodies razem z wieloma innymi zapachami.


 Flowers In The Sun

 "Wosk z kwiatowej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic o promiennym zapachu słodkich kwiatowych pąków, przywołujący wspomnienie przechadzek po malowniczych, kolorowych ogrodach." (opis ze strony goodies.pl)


 Jak się patrzy na tą etykietę i wącha ten wosk to od razu można się w myślach przenieść na skąpaną w słońcu łąkę pełną kwiatów. Ma w sobie coś takiego, że można się przy nim zrelaksować i poprawić humor. Dla mnie mieszanka kwiatów jest tutaj przełamana jakimiś owocami. Cudowny, świeży i słodki jednocześnie. 


 W moim dość małym pokoju jego intensywność jest wystarczająca, bez problemu go czuć. Jest na tyle przyjemny, subtelny i "lekki", że nawet w gorące dni mi nie przeszkadzał ani nie męczył. Zero sztuczności, mdłości, bólu głowy czy innych nieprzyjemności. 


 Dreamy Summer Nights


 "Wosk z rześkiej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic o zapachu relaksującej mieszanki wanilii z heliotropem i odrobiną drzewnych nut. Dreamy Summer Nights roztoczy przed Tobą magię ciepłych, gwiaździstych letnich nocy..." (opis ze strony goodies.pl)


 Widzicie tą naklejkę? Po prostu magiczna :) Zapach zresztą również, taki perfumeryjny i zmysłowy. Jest zdecydowanie słodki, ciepły i otulający. Czuć tutaj głównie wanilię przełamaną nutami drzewnymi. Dla mnie idealny na wieczory, w słoneczny dzień nie do końca mi pasował. Jakby promienie słoneczne odbierały mu trochę tajemniczości :)


 Intensywność jeszcze większa niż u poprzednik, wydostawał się do sąsiednich pomieszczeń. Dla moich domowników był trochę męczący ale oni ogólnie zawsze narzekają na zapachy z wanilią. 


 Podsumowanie: Oba zapachy bardzo polubiłam i to na tyle, że jeden już mam w formie dużej świecy (Flowers In The Sun) a drugi planuję nabyć :) Ale to pokazuje, który jednak troszkę bardziej mi się podoba. Wydaje mi się też, że kwiatki są bardziej uniwersalne i mogą przypaść do gustu szerszemu gronu odbiorców (sądząc np. po moich domownikach). Do pięknych zapachów dodatkowo mamy równie piękne etykiety, które mnie jeszcze bardziej zachęcają do posiadania ich w mojej kolekcji :)

 Znacie już te zapachy? Który Wam się bardziej podoba lub ciekawi?

Lilla Mai - Nawilżający krem arganowy z olejkiem lawendowym

 Wyobraźcie sobie, że w mojej miejscowości wymieniają słupy energetyczne i przez cały tydzień nie ma prądu, a co za tym idzie nie mogę korzystać z laptopa (padła mi bateria) i internetu. Włączają go dopiero ok. 21 i rano znowu znika. Coś strasznego. Post więc piszę na raty, bo spać też trzeba. No chyba, że przestawiłabym się na tryb nocny a w ciągu dnia spała :)
 Tym razem opowiem Wam o nawilżającym kremie arganowym z olejkiem lawendowym marki Lilla Mai. Jest on dostępny w sklepie internetowym marki w cenie 32 zł za 50 ml. Znajdziecie go też pewnie w kilku innych sklepach internetowych. Do mnie krem ten trafił akurat z pudełeczka Chill Box.  


  Po wyjęciu tego kremu z Chill Box'a miałam mieszane uczucia. Z jednej strony ucieszyła mnie możliwość wypróbowania czegoś tej marki ale z drugiej strony martwił mnie zapach lawendy, za którym nie przepadam. Ciekawość jednak zwyciężyła i zabrałam się za testowanie :)  
 Opakowanie kremu to ciemny, szklany słoiczek z nakrętką. Wizualnie mi się podoba, na etykiecie umieszczono obrazek z lawendą ale znalazło się też miejsce na opis i skład produktu. Na jego zużycie mamy rok od daty produkcji.

 Od producenta: 


 Po otworzeniu słoiczka od razu do mojego nosa dotarł jego zapach ale ku mojemu zdziwieniu nie był wcale zły. Nie da się ukryć, jest lawendowy. Ale nie kojarzy mi się ze śmierdzącymi kulkami na mole czy czymś takim. Wręcz przeciwnie, jest całkiem przyjemnie relaksujący i chyba pierwszy raz aromat lawendy mi nie przeszkadza. Czuć go jeszcze trochę po nałożeniu na twarz ale z czasem znika.


 Konsystencja kremu jest lekka i "puszysta". Przy wyższych temperaturach olejki trochę się oddzielają od reszty kremu ale mi to w sumie nie przeszkadzało zbytnio. Podczas nabierania i tak się załapywały na porcję lądującą na twarzy :) Łatwo się go równomiernie rozprowadzana twarzy i pomimo składu bogatego w olejki w miarę szybko się wchłania. Zostawia po sobie jednak lekko tłustą warstewkę. Mimo to nadaje się pod makijaż, puder wystarcza aby nie była ona widoczna i nie powoduje szybszego świecenia się czy rolowania makijażu, sprawdzałam wielokrotnie. 


 Już po pierwszym użyciu moja skóra odczuwała różnicę ponieważ była akurat trochę przesuszona. Krem przyniósł natychmiastową ulgę, uczucie ściągnięcia zniknęło a po kilku dniach również i suche skórki (oczywiście peelingi też pomogły). Potwierdzam więc słowa producenta o jego nawilżających właściwościach. Dodatkowo skóra była odżywiona i miła w dotyku. 
 Czasami nawet kremy o naturalnych składach potrafią zaszkodzić mojej cerze. Ten jednak nie zapycha porów, nie pojawiało się więcej niedoskonałości ani nie wywołał żadnych podrażnień.


 Podsumowanie: To moje pierwsze spotkanie z kosmetykami marki Lilla Mai ale mam nadzieję, że nie ostatnie. Krem mimo początkowej obawy o zapach okazał się bardzo fajnym nawilżaczem i nic mi w nim nie przeszkadzało. O dziwo wręcz przeciwnie :) Powoli mi się kończy ale chętne do niego kiedyś wrócę.

 Znacie markę Lilla Mai i jej produkty? Używałyście coś i polecacie?

Kulturalny Sierpień :)

 Wakacje się skończyły ale na szczęście słoneczko jeszcze się pokazuje, oby jak najdłużej :) W ogóle to czas mi zdecydowanie za szybko mija i nie mam pojęcia jak to się stało, że już mamy wrzesień. A nowy miesiąc zaczynamy oczywiście od Podsumowania Kulturalnego Sierpnia.
 Książek tradycyjnie już chyba udało mi się przeczytać dwie, choć przy jednej z nich trochę oszukiwałam :)

 Ninni Schulman - Dziewczyna ze śniegiem we włosach

 Varmland, najbardziej malowniczy zakątek Szwecji. Sylwestrowe popołudnie, Minus dwadzieścia sześć stopni. Dziennikarka Magdalena Hansson wraca po spokój do rodzinnego miasteczka.
Szesnastoletnia Hedda wychodzi na zabawę sylwestrową. Nikt jej już więcej nie zobaczy. Czas mija bez żadnej wiadomości. A potem zostaje znalezione ciało nagiej dziewczyny. Czy to Hedda?
Magdalena Hansson wróciła do Hagfors z adoptowanym synkiem, wyczerpana i załamana po trudnym rozwodzie. Ma nadzieję, że spokój rodzinnego miasteczka przywróci jej radość życia i poczucie bezpieczeństwa. A pisanie artykułów dla lokalnej gazety nie będzie tak stresujące jak praca w sztokholmskim dzienniku. Nie wie, jak bardzo się myli.
Przypadkiem angażuje się emocjonalnie w sprawę  zaginięcia Heddy. Zaczyna prowadzić samodzielne, niezależne od policji śledztwo. Narażając życie, dociera do mrocznej prawdy ukrytej za fasadą jej rodzinnego miasteczka.

 Bardzo dobry kryminał z wciągającą akcją i zaskakującym zakończeniem. Zabrałam ją ze sobą na urlop i tak mnie wciągnęła, że aż się przypiekłam na słoneczku :) Będę musiała się zaopatrzyć w inne książki tej autorki bo coraz bardziej lubię skandynawskie klimaty.



 Charlotte Roche - Modlitwy waginy

 Elizabeth trzydziestotrzyletnia żona, matka, pani domu ogarnięta obsesyjnym pragnieniem perfekcji, fanatycznie podporządkowuje się normom społecznym. Zagorzała obrończyni środowiska naturalnego, oszczędza energię, śpiąc miesiącami w przepoconej i polepionej spermą pościeli. Wegetarianka, je tylko produkty organiczne, dziecko wychowuje ściśle według poradnika wychowania antyautorytarnego, jest „hardkorową ateistką”, czyta tylko książki popularnonaukowe – nietrudno tu dostrzec karykaturę lansowanej przez mainstreamowe media kobiety nowoczesnej. Ale widać też pęknięcia, bohaterka spiera się w duchu z feministkami o prawo do uległości zachciankom mężczyzny, spiera się z „nienawidzącą mężczyzn” matką, dzieckiem wyzwolonych lat sześćdziesiątych, wreszcie od wielu lat korzysta z usług psychoterapeutki, bo nie jest w stanie poradzić sobie z życiem.

 Ciężko mi było przebrnąć przez tą książkę do końca. W końcu zaczęłam ją czytać dość pobieżnie bo myślałam, że inaczej jej nie skończę. To nie jest erotyk choć nie powiem, temat seksu się pojawia. Jest to historia głównej bohaterki, która dzieli się z nami najmniejszymi szczegółami swoich przemyśleń o wszystkim co się dzieje w jej życiu w ciągu 3 dni oraz o jej przeszłości. Nie wiem czy to sposób w jaki została napisana ta książka czy cały pomysł do mnie nie przemówił ale męczyłam się z nią. Drugi raz po nią na pewno nie sięgnę.


 Przechodzimy do muzyki, którą często w minionym miesiącu słuchałam. Sporo tego było więc będę musiała się jakoś ograniczyć. Na początek dwa hiszpańskojęzyczne utwory, w końcu urlop spędzałam w Hiszpanii więc nie mogło się obyć bez nich :)

 Alvaro Soler - Sofia


 Enrique Iglesias, Wisin - Duele El Corazon


 Teraz coś po angielsku będzie :)

 Kungs vs Cookin’ on 3 Burners - This Girl


 Pink - Just Like Fire


 C-BooL - Never Go Away 



 A na sam koniec po polsku bo chociaż powyższa piosenka jest polskiego DJ'a to naszego języka tam nie usłyszymy, co najwyżej przeczytamy :) Tak jak nie przepadam za piosenką "Bądź duży" Natalii Nykiel to jej nowy utwór "Error" wpadł mi w ucho. I jeszcze dwie inne wokalistki też często podśpiewywałam jak leciały w radiu, szczególnie Ewkę :)

 Natalia Nykiel - Error

 Natalia Szroeder - Domek z kart

 Ewa Farna - Na ostrzu


 A Wy co najchętniej słuchaliście w sierpniu lub w ogóle w wakacje? Czytaliście coś fajnego? A może jakiś fajny film obejrzeliście w przeciwieństwie do mnie?

Projekt Denko - Sierpień :)

 Ostatnie dwa dni nie sprzyjały pisaniu postów, korzystałam z ostatnich słonecznych dni tego lata. Ale dzisiaj już nie ma pogody na wylegiwanie się w ogródku więc czas napisać Sierpniowy Projekt Denko. Przechodzimy od razu do rzeczy bo trochę się tego uzbierało. 


 Część zużytych produktów to miniaturki lub próbki, które zabrałam ze sobą na urlop. Pozwalają zdecydowanie zmniejszyć wagę bagażu i zaoszczędzić miejsce. W końcu jechałam tylko na tydzień :)


 1. Smile White - Płyn do płukania jamy ustnej
 Płyn dostępny w Biedronce, jest tani i wydajny. Odpowiada mi też jego "smak", nie jest zbyt ostry. KUPIĘ

 2. Timotei, Miraculous Repair - Szampon Zachwycające Wzmocnienie
 Trochę się bałam tego szamponu ze względu na zawartość olejku arganowego. Na szczęście nie wpłynęło to na obciążanie włosów. Nie plątał zbytnio moich włosów choć bez odżywki nie odważyłam się go stosować. Wystarczyły jednak lekkie odżywki, ciężki maski sobie darowałam bo takie połączenie pewnie źle by się skończyło. Zapach był przyjemny, lekko słodki. MOŻE KUPIĘ

 3. Head & Shoulders - Szampon przeciwłupieżowy Gęste i Mocne
 Ten szampon zużywał głównie mój brat, ja tylko czasami po niego sięgałam. Ładnie pachniał i dobrze oczyszczał włosy. Lekko plątał włosy ale odżywki sobie z tym radziły. Miał ładny zapach. MOŻE KUPIĘ

 4. CD - Żel pod prysznic Owoc Granatu
 Szczerze mówiąc nie zachwycił mnie ten żel. Kiepsko się pienił, słabo pachniał i jakoś niechętnie po niego sięgałam mając do wyboru inne. Nie wysuszał ale to za mało żeby do niego wrócić. W zapasach jeszcze mam jakiś ich żel ale więcej NIE KUPIĘ.

 5. Yves Rocher - Żel pod prysznic Karambola z Malezji 
 To już kolejna wersja tych żeli jaka się u mnie pojawia. Dobrze się pienią, nie wysuszają i ładnie pachną. Wersje owocowe są idealne na lato, mają orzeźwiające zapachy dlatego to właśnie on pojechał ze mną na urlop. KUPIĘ


 6. Green Pharmacy - Peeling cukrowo-solny Żurawina i Malina moroszka <recenzja>
 Peeling był skuteczny ale zostawiał po sobie delikatną warstewkę po parafinie. Nie była jednak ona bardzo uciążliwa i dało się ją zmyć żelem. Ze względu na obecność soli może podrażniać jeśli mamy jakieś ranki. Myślałam, że zapach będzie bardziej owocowy. Chociaż nie był zły to jednak wersja różana (do której jest podlinkowana recenzja) bardziej przypadła mi i mojej mamie do gustu. MOŻE KUPIĘ

 7. Balea - Krem do ciała Morela i Bazylia
 Miał lekką konsystencję i szybko się wchłaniał. Zapach delikatny, przyjemny ale nie zgadłabym, że to morela z bazylią. Nie był mocnym nawilżaczem, gdybym stosowała tylko ten krem cały czas to mógłby nie być wystarczający. Dlatego używałam go na zmianę z mocniejszymi nawilżaczami lub po użyciu peelingu, który nawilżał. Była to edycja limitowana więc NIE KUPIĘ.


 8. Gliss Kur - Szampon Ultimate Color (miniatura)
 Idealna pojemność na wyjazdy. Szampon dobrze oczyszczał, lekko plątał włosy i ładnie pachniał. MOŻE KUPIĘ

 9. Vis Plantis - Płyn micelarny 3w1 <recenzja>
 Dobrze radził sobie ze zmywaniem zwykłego makijażu i wodoodpornymi kredkami jednak z wodoodpornym tuszem sobie nie radził. Zostawiał lekko lepką warstewkę na skórze ale po jego użyciu i tak sięgałam po tonik, który sobie z tym radził. Nie podrażniał i nie powodował łzawienia oczu. Wygodne opakowanie, nie wylewało się za dużo produktu na wacik. MOŻE KUPIĘ

 10. Holika Holika - Żel aloesowy (miniatura)
 Kolejna miniaturka idealna na wyjazdy. Żel przydał mi się na urlopie po zbyt dużej ilości słońca. Łagodził podrażnioną skórę i przynosił ulgę. Miał świeży zapach, całkiem przyjemny. Mam żele z innych firm w zapasach więc opakowanie zostawię sobie do przelewania produktów na wyjazdy. MOŻE KUPIĘ


 11. The Secret Soap Store -  Krem do rąk Passiflora <recenzja>
 12. Scandia Cosmetics - Krem do rąk Wiśnia <recenzja>
 Oba kremy są bardzo podobne. Zapachy są cudowne i długo utrzymują się na dłoniach. Mają gęstą, treściwą konsystencję przez co potrzebują chwili na wchłonięcie i zostawiają po sobie lekko tłustawą warstwę na skórze. Mi to nie przeszkadza, wręcz przeciwnie ponieważ efekt nawilżenia utrzymuje się przez to dłużej. Dłonie przestają być suche i szorstkie, są wygładzone i miłe w dotyku. Wystarczy odrobina na jedną aplikację przez co są wydajne. KUPIĘ

 13. LUS - Maseczka z koenzymem Q10
 To moja pierwsza maseczka w płacie jaką użyłam, jestem zacofana. Całkiem fajna tylko część na nos była wg mnie za krótka (może mam za duży). Ale skoro boki były dla mnie za długie to mogłam sobie kawałek obciąć i dołożyć na czubek nosa :) Przyjemnie nawilżyła twarz, zostawiła skórę miłą w dotyku. Mam jeszcze kilka innych rodzajów więc zobaczymy jak się spiszą. MOŻE KUPIĘ

 14. Yankee Candle - Wild Sea Grass <recenzja>
 Dość specyficzny zapach ale o dziwo mi się podobał. Ciężki do opisania, świeży z trawiastymi nutami. Była to edycja limitowana więc raczej już go NIE KUPIĘ.


 15. Nivea - Masełko do ust Blueberry <recenzja>
 Recenzowałam wcześniej wersję karmelową, teraz zdecydowałam się na jagodową. Lubię te masełka bo długo utrzymują się na ustach. Na noc nakładam grubą warstwę i do rana na nich zostaje. Zmiękcza i natłuszcza usta, przynosi ulgę spierzchniętym i suchym wargom. Ładnie pachnie, delikatnie słodko. MOŻE KUPIĘ

 16. Maybelline - Tusz do rzęs Lash Sensational Waterproof
 To już moje drugie opakowanie zużyte i na pewno będzie kolejne. Tylko ciągle zapominam zrobić zdjęcia i napisać recenzję. Maskara jest bardzo trwała i prawdziwie wodoodporna, nawet dwufazówki potrzebują chwili na jej zmycie. Daje ładny efekt na moich rzęsach, są wydłużone podkręcone i rozdzielone. Dopiero pod koniec swojego żywota trochę zaczyna je sklejać przy drugiej warstwie. KUPIĘ

 17. Oriflame -  Pomadka do ust Power Shine Peach Nectar
 Tą pomadkę posiadałam jeszcze przed założeniem bloga czyli czas było ją wykończyć i wyrzucić. Delikatny brzoskwiniowy kolor z połyskiem i drobinkami, bardzo lubiłam używać ją wiosną i latem. Trwałością nie powalała ale nie oczekiwałam tego od niej. Miała ładny, melonowo-arbuzowy zapach. Nie wiem czy są one jeszcze w sprzedaży ale MOŻE KUPIĘ.


 18. Perfect Me - Maseczka do włosów Repair & Colour Save
 Starczyła mi na 3 razy a mam już całkiem długie włosy. Nie obciążyła moich włosów, zostawiała je gładkie i miłe w dotyku. Przyjemnie pachniała. MOŻE KUPIĘ

 19. Mythos - Krem do rąk Oliwka + Masło Shea
 Zużyłam go na dwa razy w samolocie. Nawilżenie utrzymywało się na dłoniach przez cały lot, a do tego ładnie pachniał. MOŻE KUPIĘ

 20. i 21. Farmona, Let's Celebrate - Ekskluzywne masło do ciała Pinacolada oraz Cosmo
 Obie wersje miał fajne zapachy, które utrzymywały się dość długo na skórze. Cosmo był bardziej orzeźwiający i owocowy a Pinacolada bardziej słodki. Stosowałam je na nogi i całkiem nieźle je nawilżały. MOŻE KUPIĘ

 22. Ziaja, Liście Manuka - Żel myjący normalizujący
 Ma świeży zapach, przyjemnie się go używa. Dobrze oczyszcza skórę ale po jego zastosowaniu skóra jest delikatnie ściągnięta, krem sobie z tym radzi. Na szczęście nie ma w składzie alkoholu więc przy dłuższym stosowaniu nie powinien przesuszać. MOŻE KUPIĘ

 23. Sylveco - Lekki krem nagietkowy
 Faktycznie miał lekką konsystencję i szybko się wchłaniał. Nadawał się pod makijaż a jednocześnie nawilżał. Nie zauważyłam zapychania i pojawiania się niedoskonałości. Zapach delikatny, roślinny. MOŻE KUPIĘ

 24. Sylveco - Łagodzący krem pod oczy
 Nadaje się pod makijaż, ma lekką konsystencję i szybko się wchłania. Nawilżenie jest całkiem przyzwoite. MOŻE KUPIĘ

 25. Tołpa, Botanic Amarantus - Nawilżający krem matujący
 Fajny pod makijaż, szybko się wchłaniał i zostawiał skórę matową. Przyjemnie pachniał i nie zaszkodził mojej skórze. MOŻE KUPIĘ

 Z sierpniowych zużyć jestem zadowolona. W porównaniu do lipca poszło mi zdecydowanie lepiej, ponad dwukrotnie więcej pustych opakować. Jak widzicie tylko dwa kosmetyki mi podpadły i nie planuję do nich powrotów. Z reszty byłam zadowolona albo po prostu były mi dość obojętne. 

 A jak Wasze zużycia w tym miesiącu? Zadowolone?