Biolove - Peeling do twarzy do cery suchej Borówka

 Produktów marki Biolove przetestowałam już kilka i każdy spełnił moje oczekiwania. Dlatego z chęcią sięgnęłam po ich peeling do twarzy do cery suchej Borówka. W sumie moja cera należy raczej do mieszanej w kierunku tłustej ale wybierałam pod względem zapachu :) Dostaniecie go w sklepach Kontigo, również tym internetowym, w cenie 23 zł. Często są jednak na promocji więc można je upolować taniej.


 Opakowanie to plastikowa tubka zamykana na "klik" o pojemności 75 ml. Nie ma problemu z jej otwieraniem, nie grozi nam połamanie paznokci. Jest też na tyle miękka, że pod koniec również powinno się bez większego problemu wycisnąć resztkę produktu. Otwór jest odpowiednich rozmiarów, z łatwością można wycisnąć potrzebną ilość.


 Od producenta: 


 Jak zapewne się domyślacie zapach tego produktu jest borówkowy :) Nie jest to może świeży owoc prosto z krzaczka, raczej takie kremowe odwzorowanie przypominające mi jogurt jagodowy. Nie zmienia to faktu, że pachnie bardzo ładnie, apetycznie. Nawet umieszczono grafikę, że nie należy go jeść :)


 Peeling ma kremową konsystencję z mnóstwem maleńkich drobinek korundu, których na pierwszy rzut oka nie widać. Jednak lepiej o nich pamiętać ponieważ potrafią być ostre dlatego należy wykonywać delikatny masaż. Zostawiam go później na twarzy na kilka minut aby zawarte w  nim składniki nawilżające mogły zadziałać, potem jeszcze chwilkę masuję podczas zmywania.


 Po jego zastosowaniu skóra jest wyczuwalnie wygładzona i nawilżona. Przy regularnym stosowaniu nie ma śladu po suchych skórkach. Pory są również oczyszczone. Nie podrażnia skóry o ile nie masuję zbyt mocno twarzy, wtedy jest trochę zaczerwieniona. Nie powoduje też zapychania ani innych efektów ubocznych.


 Ma bardzo prosty i przyjemny skład, poza korundem znajdziemy w nim m.in. olej z awokado, ze słodkich migdałów, słonecznikowy, z dzikiej róży, ekstrakt z borówki oraz glicerynę. Jak widać ma więc co nawilżać skórę. Na produktach Biolove lubię też ich "dzienne zapotrzebowanie dla duszy", w tym wypadku na gładkość, przyjemność i spokój :)

 Podsumowanie: Borówkowy peeling do twarzy marki Biolove to kolejny ich udany kosmetyk. Nie widzę w nim żadnych minusów. Ładnie pachnie, pomaga uporać się z martwym naskórkiem, wygładza i oczyszcza oraz dodatkowo nawilża skórę. Nie podrażnia ani nie zapycha. Na pewno wypróbuję jeszcze pozostałe wersje: Malinę oraz Pokrzywę.

 Miałyście okazję przetestować ten produkt lub inną jego wersję? A może Biolove wcale Was nie kusi?

Projekt Denko - Kwiecień + Maj :)

 Zastanawiałam się czy zamieszczać ten zaległy Projekt Denko z Kwietnia i Maja na blogu ale stwierdziłam, że skoro udało mi się wreszcie opisać te wszystkie produkty to nie będę tego marnować bo zajęło to sporo czasu. 


 Chyba muszę przestawić się znowu na jednomiesięczne denka bo potem strasznie ciężko napisać post jak się widzi tyle pozycji do opisania. Do tego miałam bardzo mało wolnego czasu na pisanie, sporo mam teraz na głowie. Ale przejdźmy już do głównego tematu.


 1. Tołpa, Botanic - Odżywczy żel pod prysznic Czarna Róża
 2. Isana - Żel pod prysznic
 Oba ładnie pachniały, dobrze się pienił i nie wysuszały. Plus Isana miała słodkie opakowanie z pandą, to przez nią go kupiłam :) MOŻE KUPIĘ

 3. BioLove - Żel pod prysznic Brownie with Orange <recenzja>
 Bardzo lubię kosmetyki tej marki i nie inaczej było z ich żelem pod prysznic. Przede wszystkim miał cudowny, apetyczny zapach. Nie był przesłodzony ani sztuczny, taki prawdziwie czekoladowo-pomarańczowy. Dobrze się pienił i był wydajny. Na pewno nie wysusza skóry a wręcz miałam wrażenie nawilżania. Jest do wyboru kilka zapachów i już się zaopatrzyłam w inne bo na szczęście Kontigo otworzyło sklep internetowy.  KUPIŁAM

 4. Biały Jeleń - Hipoalergiczny żel pod prysznic
 Szczerze mówiąc nie używałam go zbyt często, głównie służył mi do mycia ubłoconych łapek mojemu psu. W tym celu się sprawdził, dobrze się pienił i nie zaszkodził mu choć całego bałabym się w nim umyć. Osobiście wolę ładniej pachnące żele dlatego NIE KUPIĘ

 5. Avon - Płyn do kąpieli
 Ładny zapach śliwki z wanilią uprzyjemniał kąpiel i tworzył dużo piany. Opakowanie urocze ale niewygodne w używaniu. Plastik był twardy a otwór malutki więc trzeba było się namęczyć żeby wlać odpowiednią ilość do wody. MOŻE KUPIĘ


 6.Vis Plantis, Herbal Vital Care - Żelu micelarny 3w1 z ekstraktem z bławatka i pantenolem <recenzja>
 Pół litra żelu micelarnego jest bardzo wydajne i starczyło na długie miesiące stosowania :) Podobała mi się w nim inna konsystencja niż normalnie używam do demakijażu. Ze swoim zadaniem radził sobie bez zarzutu. MOŻE KUPIĘ

 7. Delia - Płyn dwufazowy do demakijażu oczu i ust <recenzja>
 Jak dla mnie to mały koszmarek,  który bardzo długo męczyłam. Niby jest dwufazowy ale nie radzi sobie z wodoodpornym tuszem, wcale go nie rusza. Używałam tylko do zwykłych maskar czyli rzadko stąd wystarczył na baaardzo długo. NIE KUPIĘ

 8. Ziaja- Płyn remineralizujący do płukania jamy ustnej
 O takich produktach nie ma co się rozpisywać.  Spełnia swoją rolę, odświeża oddech, ma przyjemny, nie za ostry "smak". Jedyny minus to zakrętka,  która w połowie opakowania wylądowała w koszu ponieważ w dziwny sposób popękała. MOŻE KUPIĘ

 9. Pat & Rub - Hipoalergiczny balsam do ciała
Wyciągam z zapasów produkty, które w tej wersji nie są już dostępne. Balsam miał delikatny, dość neutralny zapach przez co mogłam go stosować w dzień bez obawy, że będzie się gryzł np. z perfumami. Dobrze nawilżał, szybko się wchłaniał i miał wygodne w użytkowaniu opakowanie. W nowej wersji MOŻE KUPIĘ

 10. KTC - Woda różna
Stosowałam ją po przelaniu do butelki z atomizerem w roli toniku do twarzy,  odświeżenia jej w ciągu dnia lub spryskiwałam przed nałożeniem olejku. Miała ładny zapach ale niezbyt intensywny. Do tego jest tania i wydajna. MOŻE KUPIĘ


 11. Farmona, Tutti Frutti - Masło do ciała Liczi & Rambutan
 Gęste masło do ciała o owocowym,  słodkim zapachu. Jest na tyle intensywny, że czuć go jeszcze długo po nałożeniu. Przyzwoicie nawilża i nie zostawia na skórze uciążliwej warstwy po sobie. Ma przyjemną dla portfela cenę i dobrą wydajność. MOŻE KUPIĘ

 12. Nacomi - Naturalny peeling do ciała z masłem shea Pomarańcza <recenzja>
 Bardzo fajny peeling do ciała. Radził sobie z martwym naskórkiem, wygładzał a do tego nawilżał. Nie było potrzeby stosowania po nim balsamu. Do tego ładnie pachniał. Szkoda tylko, że miał małą pojemność bo za szybko się skończył. KUPIĘ

 13. Harmonique -  Masło do ciała Pomarańcza & Cynamon & Goździki
 Otworzyłam je jeszcze zimą bo zapach jest idealny na tą porę roku, obecnie trochę mi nie pasował ale nie chciałam go zostawiać na pół roku otwartego. Oprócz pomarańczy na prawdę mocno czuć przyprawy, szczególnie goździki. Dobrze nawilża, ma gęstą konsystencję i potrzebuje chwili na wchłonięcie. Nie potrzeba go dużo nakładać przez co było wydajne. MOŻE KUPIĘ


 14. Lirene, proVita D - ULTRA aktywny krem regenerujący z witaminą D pro na noc <recenzja>
 Półtłusty krem o średnio gęstej konsystencji dobrze radził sobie z nawilżaniem mojej cery. Więcej możecie poczytać w recenzji :) Niestety podejrzewam go również o powodowanie niedoskonałości dlatego NIE KUPIĘ

 15. Kallos - Maska do włosów Jasmine
 Maski Kallos zazwyczaj się u mnie sprawdzają w odpowiedniej ilości. Włosy są wygładzone, miękkie i przyjemne w dotyku. Jak nałożę za dużo to powodują obciążenie włosów i wyglądają jakbym ich wcale nie myła. Także trzeba uważać ale ogólnie lubię je. MOŻE KUPIĘ

 16. Make Me BIO - Delikatny Puder Myjący Clean Powder <recenzja>
 Bardzo ciekawy produkt do oczyszczania twarzy ze względu na nietypową konsystencję. Radzi sobie ze swoim zadaniem nie przesuszając przy tym skóry. Jest jednak z nim trochę zabawy więc nie zawsze chciało mi się po niego sięgać. Wydajność też nie powala ale MOŻE KUPIĘ.

 17. Pat & Rub - Bogate masło Home Spa próbka
 Przyjemnie pachnące, dość gęste i dobrze nawilżające. Zużyłam na dłonie i stopy.


 18. Kringle Candle - Świeca Peppermint Twist
 Moja pierwsza świeca tej marki i jedna z pierwszych w ogóle. Bardzo fajny zapach słodyczy przełamanej mięta. Jest już niestety wycofany ze sprzedaży więc NIE KUPIĘ

 19. Wellness & Beauty - Perełki do kąpieli Kwiat wiśni & Róża
 Umilacz do kąpieli o przyjemnym ale delikatnym zapachu. Perełki szybko się rozpuszczały i barwiły wodę na lekko różowy kolor. MOŻE KUPIĘ

 20. AA Oil Essence - Krem do rąk intensywnie odżywiający
 Krem do częstego stosowania w ciągu dnia. Nawilżał ale raczej krótkotrwale więc trzeba było ponawiać aplikację. Dość szybko się wchłaniał i nie był tłusty. Miał przyjemny zapach. MOŻE KUPIĘ


 21. Calaya - Ryżowa maska-peeling do twarzy
 Produkt podobny do pudru myjącego Make Me BIO czyli suchy produkt, który trzeba mieszać z wodą lub hydrolatem. Był jednak ostrzejszy podczas masażu twarzy dlatego nie należy zbyt mocno tego robić. Oczyszczał twarz i nie przesuszał. Robił trochę bałaganu podczas użycia i było z nim trochę zabawy ale ogólnie produkt ciekawy. MOŻE KUPIĘ

 22. LUS - Maska w płacie Collagen
 23. LUS - Maska w płacie Propolis
Już kilka wersji zużyłam ale nie zaobserwowałam różnic pomiędzy nimi. Jak dla mnie głównie nawilżają skórę. MOŻE KUPIĘ

 24. Bania Agafii - Maseczka do twarzy dziegciowa oczyszczająca <recenzja>
Zapomniana leżała gdzieś na dnie koszyczka. Jak była w użyciu to całkiem fajnie się sprawdzała. Oczyszczała twarz i delikatnie ją nawilżała. MOŻE KUPIĘ


25. Balea - Maska do włosów Glossy Blond
Gęsta maska, którą nakładało się na minutę i lepiej trzymać się tego bo inaczej mogłaby obciążyć moje włosy. Wygładzała włosy, łatwo się rozczesywały i były miękkie w dotyku. Starczyła mi na dwa lub trzy użycia. MOŻE KUPIĘ

26. Purederm- Złuszczająca maska do stóp
Używałam skarpetek tej firmy drugi raz,  za pierwszym byłam zadowolona i widziałam efekty. Tym razem prawie w ogóle nie było złuszczanie. Może dlatego, że moje stopy były teraz w lepszej kondycji bo starałam się regularniej o nie dbać. Raczej NIE KUPIĘ

 27. Himalaya Herbals - Pasta do zębów Sparkly White
 Stały bywalec czyli moja ulubiona pasta do zębów. KUPIŁAM


 28. Nacomi - Nawilżająca kula do kąpieli Malina
 Kula składała się z dwóch połówek więc można było ją użyć na dwie kąpiele. Delikatnie pachniała, bez problemu się rozpuszczała i umiała kąpiel. Do tego zawartość masła shea i olejków nawilżała skórę. MOŻE KUPIĘ

 29. Fresh & Natural - Relaksująca sól do kąpieli z lawendą i zieloną herbatą
 30. Douglas Home spa - Musująca tabletka do kąpieli Breath of Amazonia
 Oba dodatki do kąpieli miały delikatny, przyjemny zapach i nie miały problemu z rozpuszczeniem w wodzie. MOŻE KUPIĘ


 31. Busy Bees Candles - Wosk zapachowy Christmas Stocking
 32. Busy Bees Candles - Wosk zapachowy Frozen Forest
 33. Busy Bees Candles - Wosk zapachowy Snow Berries
 Woski tej marki są sojowe co dla mnie w praktyce oznacza, że aby je usunąć z kominka trzeba je lekko podgrzać i wysunąć a resztę wytrzeć chusteczką. Nie wyskakują podważone tak jak Yankee Candle. Ogólnie zapachy były przyjemne ale nie na tyle żeby do nich wracać, nawet dokładnie już nie pamiętam jak pachniały. Mają wygodne w użyciu opakowania ale zajmują trochę miejsca. Raczej NIE KUPIĘ

 Nie wiem jak Wy ale ja z trudem dobrnęłam do końca :) W lipcu nadal będę się tu tylko okazjonalnie pewnie pokazywać bo jestem w trakcie urlopu.

BioLove - Żel pod prysznic Brownie with Orange

 Z marką BioLove miałam pierwszy raz styczność podczas wycieczki do Warszawy. W sklepie Kontigo zachwyciły mnie zapachy ich produktów oraz przyjazne składy. Od tamtego momentu gdy tylko mam okazję to chętnie się w nie zaopatruje, szczególnie teraz kiedy otworzyli sklep internetowy. Nie miałam wcześniej żeli pod prysznic tej marki więc stwierdziłam, że trzeba to nadrobić. Na pierwszy ogień poszła wersja Brownie with Orange czyli ciasto czekoladowe z pomarańczą. Cena regularna to 14,99 zł ale często można je zdobyć na promocjach.


 Opakowanie to zgrabna, plastikowa buteleczka, która dobrze leży w dłoni. Dodatkowo miała zabezpieczenie przed ciekawskimi nosami kupujących, nikt na pewno nie otwierał go wcześniej. Nie ma problemu z otwieraniem go mokrymi dłońmi ani z wydobywaniem odpowiedniej ilości produktu. Pod koniec można go postawić do góry nogami i zużyć do samego końca.


 Od producenta:


 Zapach to niewątpliwie największa zaleta tego żelu.  Ma słodki,  apetyczny zapach czekolady z dodatkiem pomarańczy. I nie jest ani sztuczny, ani przesłodzony, ani mdły. Najlepsze odwzorowanie tego aromatu z jakim się spotkałam do tej pory w kosmetykach. Umila kąpiel/prysznic i czuć go jeszcze trochę czasu na skórze. Może ta wersja jest mało letnia ale nie mogłam się oprzeć, następny będzie owocowy :)


 Konsystencja jest dość rzadka, lejąca ale nie przecieka przez palce. Mimo łagodnego składu bez SLS i SLES pieni się całkiem dobrze. Na pewno mniej niż produkty z nimi w składzie ale widać pianę, czuć odświeżenie i umycie skóry. Nie trzeba zużywać go nie wiadomo ile aby to uzyskać przez co jego wydajność nie maleje. Żel ten nie wysusza skóry a wręcz na prawdę miałam wrażenie jakby nawilżał. Oczywiście nie jest to taki mocny efekt żeby odpuścić sobie balsamowanie ale spokojnie co drugi dzień mogłam to robić.


 Podsumowanie: Mimo, że od żeli pod prysznic nie oczekuję zbyt wiele to ten marki BioLove na prawdę przypadł mi do gustu. Cudowny zapach i brak wysuszania a wręcz lekkie uczucie nawilżenia zachęcają do wypróbowania innych wersji. Do tego stopnia, że w zapasach mam już kilka innych,  w tym najnowsze edycje limitowane :)

  Mieliście żele tej marki lub inne ich produkty? Też tak bardzo je polubiliście?

Biolaven - Krem do twarzy na dzień

 Polska firma Sylveco jest na pewno wszystkim dobrze znana, produkuje naturalne kosmetyki w rozsądnych cenach. Jedną z ich marek jest Biolaven, której produkty opierają się na olejku z pestek winogron oraz olejku lawendowym. W moje ręce wpadł ich krem do twarzy na dzień. Jego cena to ok. 25 zł i jest dostępny w wielu sklepach internetowych.


 Opakowanie to zakręcana, plastikowa tubka o pojemności 50 ml zapakowana dodatkowo w kartonik. Jest wygodna w użyciu i higieniczna. Można ją postawić na zakrętce dzięki czemu nawet pod koniec nie ma problemu z wydobyciem produktu. Jednak przy okazji trochę kremu marnuje się wypływając do zakrętki. Otwór niewielkich rozmiarów pozwala na dozowanie odpowiedniej ilości.


 Od producenta:


 Zapach jest połączeniem lawendy z winogronem, nie jest zbyt intensywny i czuć go tylko przez chwilę podczas nakładania.
 Konsystencja jest dość rzadka i lekka dzięki czemu krem łatwo się rozprowadza na twarzy. Na mojej cerze potrzebuje chwili na wchłonięcie i zostawia po sobie świecącą, trochę tłustą i lepką warstwę. Dlatego muszę pamiętać żeby nie nakładać go zaraz przed robieniem makijażu bo inaczej po nałożeniu pudru zrobi mi się "ciastko".


 Jeśli chodzi o nawilżenie to jest ono dla mnie na odpowiednim poziomie, w końcu jest dedykowany suchej cerze. Ostatnio zaczęłam go łączyć z kremem matującym, który stosowany sam niestety nie radził sobie z nawilżeniem i odczuwałam ściągnięcie skóry po nim. W takim połączenie uzyskiwałam prawie matowy efekt i porządne nawilżenie. Lepiej też sprawdzała się taka mieszanka pod makijaż. Nie spowodował podrażnień ani niedoskonałości.


 Podsumowanie: Krem na dzień Biolaven nie jest dla mnie produktem idealnym. Pewnie dlatego, że jest dedykowany cerze suchej a moja jest mieszana w kierunku tłustej. Jednak ma na pewno więcej zalet niż wad więc jest godny wypróbowania. Mimo rzadkiej i lekkiej konsystencji dobrze nawilża. Nadaje się pod makijaż ale w moim przypadku trzeba go odpowiednio wcześniej nałożyć, żeby zdążył się wchłonąć. Nie spowodował powstawania niedoskonałości.

 Używałyście produkty marki Biolaven? Jak się u Was sprawdziły?

Kringle Candle - Lily Of The Valley (wosk)

 Jeśli chodzi o kwiatki to wiosna kojarzy mi się głównie z tulipanami, fiołkami oraz konwaliami. Uwielbiam ich zapach dlatego nie mogłam przejść obojętnie obok wosku Kringle Candle - Lily Of The Valley o zapachu właśnie konwalii. Przypomnę tylko, że produkty tej marki dostaniecie również w sklepie Goodies.pl w cenie 12 zł.


 Od producenta:

 Wosk (Breakable Wax Potpourri) marki Kringle Candle o zapachu konwalii. (opis ze strony goodies.pl)


 Po roztopieniu tego wosku w pokoju czuję się jak w ogródku w którym rosną konwalie. Pachnie bardzo realistycznie, prawie jak prawdziwe kwiatki. Jak zapytałam mamę co czuje to nie miała większych problemów z odgadnięciem. Spokojnie nabierzecie swoich domowników i gości, że gdzieś stoi wazonik z żywym bukietem :)


 Przy woskach Kringle wystarcza mi zazwyczaj połowa kosteczki aby zapach rozszedł się po pokoju, tak jest i tym razem. Jest bardzo dobrze wyczuwalny ale jednocześnie nie jest męczący. Czuć go spokojnie przez kilka godzin palenia.


 Podsumowanie: Jeśli lubicie zapach konwalii to zdecydowanie mogę Wam polecić wosk Kringle Candle. Jest bardzo dobrze odwzorowany i ładnie wypełnia pomieszczenie.

 Znacie ten zapach? Jakie aromaty królują u Was wiosną?

Nacomi - Naturalny peeling do ciała z masłem shea Pomarańcza

 Peelingi do ciała to produkty, które lubię testować. Szczególnie lubię te, które nawilżają dodatkowo skórę i pozwalają zaoszczędzić czas gdy się spieszę i nie mam czasu na balsamowanie. Czy naturalny peeling do ciała z masłem shea marki Nacomi spełnił moje oczekiwania dowiecie się z dzisiejszego posta. Cena za 100 ml to ok. 16 zł, jest też dostępny w większym opakowaniu.


 Opakowanie to mały, zakręcany, plastikowy słoiczek. Dodatkowo zabezpieczony plastikowym wieczkiem pod nakrętką. Jest niewielkich rozmiarów, zawiera 100 ml produktu. Na szczęście mimo tego starczył mi na kilka użyć. Peeling ma bardzo ładny pomarańczowy zapach. Jest orzeźwiający i świeży, lubię go stosować jak wstaję po nockach w pracy. Jest wyczuwalny na skórze jeszcze jakiś czas po użyciu.


 Od producenta:


 Konsystencja jest dość zbita ale nie ma problemu z nabraniem go palcami. Pod wpływem ciepła dłoni czuć jak masło shea i olejki (makadamia, kokosowy i pomarańczowy) zaczynają się rozpuszczać. Dzięki temu łatwo sunie po skórze wykonując masaż i usuwając martwy naskórek. Drobinki cukru są dość ostre ale trzeba uważać żeby się zbyt szybko nie rozpuściły więc najlepiej nie stać pod strumieniem wody. 


 Po wykonanym peelingu skóra jest gładka, przyjemna w dotyku ale i trochę tłusta. Mi to w ogóle nie przeszkadza ponieważ jest to nawilżająca warstwa masła shea i olejków. Na szczęście nie jest ona ani klejąca ani oblepiająca, nie muszę jej zmywać i dzięki temu mogę spokojnie pominąć balsamowanie. Jeśli chodzi o właściwości antycellulitowe to nie zaobserwowałam ich, musiałabym go pewnie używać znacznie dłużej.


 Podsumowanie: Bardzo polubiłam peeling do ciała marki Nacomi. Spełnia swoje zadanie a dodatkowo nawilża skórę a jego zapach umila używanie. Jedyną wadą jaką mogę wskazać to mała pojemność przez co trochę szybko się kończy. Chętnie do niego kiedyś wrócę lub wypróbuję inne wersje zapachowe.

 Używałyście peelingów tej marki? Jakie zapachy polecacie?

Kulturalny Marzec + Kwiecień :)

 Już prawie połowa maja więc wypadałoby pokazać Wam co przez ostatnie dwa miesiące udało mi się przeczytać, obejrzeć i najczęściej słuchać czyli czas na Podsumowanie Kulturalne Marca i Kwietnia :)
 Jeśli chodzi o książki to standardowo były dwie na miesiąc czyli łącznie cztery do pokazania:

 Ninni Schulman - Mężczyzna, który przestał płakać


 W cichym, spokojnym Hagfors niewiele się dzieje. Wszyscy znają się od dziecka. Wiedzą o sobie wszystko. I nagle czworo ludzi traci życie. I każdy zaczyna się bać...
  Jest upalny sierpniowy wieczór. Straż pożarna w Hagfors dostaje wezwanie do pożaru domu stojącego na skraju lasu. Kiedy dziennikarka Magdalena Hansson dociera na miejsce, niemal cały budynek zdążył już spłonąć, a ze zgliszcz wydobywają się kłęby czarnego dymu. W środku była kobieta... Kilka dni później płonie następny dom. A potem jeszcze jeden. Są kolejne ofiary. Policja Hagfors staje wobec jednego ze największych wyzwań w swojej historii. Na małą värmlandzką miejscowość i jej mieszkańców pada strach. Kiedy zacznie płonąć następny dom? I dlaczego?
Magdalena sama ma problemy: jej adoptowany synek nie przestaje tęsknić za Sztokholmem, a ona wikła się w trudny związek z Petterem, swoją szkolną miłością. Ale na własną rękę rozpoczyna poszukiwania podpalacza. Nie przeczuwa, że jej zaangażowanie stanie się wkrótce bardzo osobiste. I śmiertelnie ryzykowne…


 Ninni Schulman - Odpowiedz, jeśli mnie słyszysz

 Realistyczna sensacyjna intryga rozwija się w zamkniętej społeczności, wśród wiarygodnych bohaterów – zwykłych ludzi, z których każdy kryje sekret, o którym wolałby zapomnieć.
  Październikowy ranek, lasy pod Hagfors. Podczas polowania pada strzał, od którego ginie jeden z myśliwych. Jego czternastoletnia córka, która była razem z nim, znika... Nieszczęśliwy wypadek czy morderstwo? Dwadzieścioro uczestników polowania staje się podejrzanymi. Wśród nich jest szefowa policji w Hagfors i ojciec młodej dziennikarki Magdaleny Hansson. I to właśnie Magdalena wpada na trop przeoczony przez policję. Jest na urlopie macierzyńskim, jej związek z mężczyzną jej życia przeżywa kryzys, a mimo to – a może właśnie dlatego? – angażuje się w śledztwo na własną rękę. I odkrywa, że zabity miał wiele sekretów i wielu wrogów. A każdy z nich miał motyw, żeby zabić – z zemsty, zawiści, rozpaczy…



 Obie książki tej autorki (tak samo jak pierwsza, która czytałam) są bardzo ciekawymi, wciągającymi kryminałami z zaskakującym zakończeniem. Jeśli lubicie taki gatunek to na prawdę warto po nie sięgnąć. 

  Ostre Przedmioty

 Camille Preaker po krótkim pobycie w klinice psychiatrycznej wraca do pracy reporterki w „Daily Post” i otrzymuje zlecenie na artykuł o tajemniczych zabójstwach dwóch małych dziewczynek w jej rodzinnym miasteczku. Z niechęcią wraca do wspaniałej wiktoriańskiej rezydencji, w której się wychowała, gdzie zaczyna ją prześladować wspomnienie tragedii z dzieciństwa. Stara się odkryć prawdę o brutalnych zbrodniach. Wszystkie tropy prowadzą jednak w ślepą uliczkę i zmuszają Camille do rozwikłania zagadki własnej przeszłości, której musi stawić czoło.

 Większość osób zna książkę "Zaginiona dziewczyna" tej autorki, przeczytałam ją, podobała mi się więc sięgnęłam po jej pierwszą powieść kryminalną. I powiem Wam, że było warto bo wydaje mi się jeszcze lepsza. Trzyma w napięciu do samego końca, jest wciągająca a zakończenie nie rozczarowuje.


 Sara Shepard - Gra w Kłamstwa

 Najgorsze w byciu martwym jest to, że niczego już nie przeżyjesz. Nigdy więcej nie pocałujesz chłopaka. Nigdy więcej żadnych sekretów. Nigdy więcej plotek z dziewczynami.
 Chciałam dostać coś, czego nikt inny jeszcze nie otrzymał – drugie życie. Dzięki Emmie, mojej zaginionej siostrze bliźniaczce, mam na to szansę.

 Może nie jestem już nastolatką ale czasami sięgam po książki, które są do nich kierowane. Oglądałam wcześniej serial oparty na tej serii, nie doczekał się kontynuacji dlatego sięgnęłam po książkę, żeby dowiedzieć się co dalej :) Oczywiście różni się ona od serialu i to znacząco już w kwestii głównych bohaterek. W książce jedna jest martwa i jest narratorem, w serialu obie żyją. Po pierwszym tomie nie wiem jeszcze, którą wersję wolę, zobaczymy po dalszej lekturze. Nie jest to nic ambitnego, raczej ciekawa odskocznia od zwykłych kryminałów, którą szybko się czyta.


 Wiem, że filmy u mnie nie pojawiają się zbyt często ale tym razem były dwa, które udało mi się obejrzeć.

 W Imię (2013)

 Ksiądz Adam (Andrzej Chyra) obejmuje nową parafię i organizuje ośrodek dla młodzieży niedostosowanej społecznie. Szybko przekonuje do siebie ludzi energią, charyzmą i otwartością. Przyjaźń z miejscowym outsiderem (w tej roli Mateusz Kościukiewicz) zmusi kapłana do zmierzenia się z własnymi problemami, przed którymi kiedyś uciekł w stan duchowny.

 To film o którym było głośno i zdobył kilka nagród. Nie jest to lekki film dla każdego, jest dość specyficzny. Tym bardziej, że porusza raczej nie łatwy temat i to w środowisku duchowych. Obejrzałam ale jakoś bez większego zainteresowania.


 I Origins (2014)

 Młody naukowiec Ian Gray (Michael Pitt) spotyka na imprezie Sofi (Astrid Bergès-Frisbey) - tajemniczą dziewczynę w masce, której fotografuje oczy. Po chwili nieznajoma odchodzi. Wkrótce, dzięki zbiegowi okoliczności, spotykają się ponownie. Nawiązują namiętny romans, który spontanicznie chcą przypieczętować ślubem.

 Film zaliczono jako dramat sci-fi i trzeba przyznać, że to dość ciekawe połączenie. Początek filmu jest bardziej historią miłosną, w drugiej za to pojawia się element sci-fi. Dużą rolę odgrywa "walka" nauka kontra wiara. Dobrze mi się go oglądało, nie dłużył się i był "czymś innym".


 A wśród piosenek, które najczęściej słuchałam w ostatnim czasie były m.in.:

 James Arthur - Safe Inside 


 Kygo, Selena Gomez - It Ain't Me


 Zedd, Alessia Cara - Stay


 Rag'n'Bone Man - Skin


 Luis Fonsi - Despacito ft. Daddy Yankee 


 Enrique Iglesias - Subeme La Radio ft. Descemer Bueno, Zion & Lennox 


 To chyba by było na tyle. Znacie coś z przedstawionych przeze mnie książek, filmów lub piosenek? Jakie wrażenia? Co Wam się ostatnio spodobało?

Vis Plantis - Krem do rąk i paznokci odmładzający

 Kremy do rąk to produkty, które muszą być u mnie porozkładane wszędzie ale o tym już chyba nie raz wspominałam. Testuję ich sporo szukając takich, które spełnią moje oczekiwania. Nie o wszystkich warto pisać całe posty, pojawiają się tylko w Projekcie Denko. Jednak odmładzający krem do rąk i paznokci marki Vis Plantis zasługuje na to aby poświęcić mu kilka słów. Kosztuje ok. 7 zł ale widziałam go do tej pory tylko w sklepach internetowych.


 Opakowanie jest tradycyjne, plastikowa tubka zamykana na klik o pojemności 75 ml. Łatwe w użytkowaniu, nie ma problemu z jego otwieraniem ani z wciśnięciem odpowiedniej ilości produktu. Grafika prosta ale miła dla oka.


 Od producenta:


 Krem ma lekką konsystencję, która łatwo rozprowadza się na skórze i szybko się wchłania. Nie zostawia po sobie tłustej, wyczuwalnej warstwy. Ręce nie są klejące ani śliskie. Zaraz po jego zastosowaniu można wrócić do normalnych czynności np. pisanie na klawiaturze komputera lub telefonu. Zapach jest ładny, lekko słodki, nie nachalny ale wyczuwalny.


 Biorąc pod uwagę powyższe właściwości spodziewałam się, ze będzie kiepsko radził sobie z moimi dłońmi. Na szczęście okazał się całkiem przyjemny w działaniu. Przynosi ulgę suchym dłoniom, nawilża chociaż trzeba ponawiać aplikację w ciągu dnia (ale u mnie to normalne). Skóra po jego użyciu jest wygładzona i przyjemnie pachnąca. Nie zauważyłam jego wpływu na paznokcie ale do tego chyba musiałabym go używać dłuższy czas.


 Podsumowanie: Krem do rąk Vis Plantis bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Mimo lekkiej konsystencji i szybkiego wchłanianie na prawdę pomaga w walce z suchymi dłońmi. Jest fajny do stosowania w ciągu dnia, na noc wolę coś bardziej treściwego. Do tego przyjemny zapach umila stosowanie. 

 Miałyście styczność z kremami do rąk te marki? Jak wrażenia?

Yankee Candle - Cherry Blossom (wosk)

 Yankee Candle wprowadza regularnie nowości, aż nie nadążam z ich testowaniem. Dziś jednak przedstawię Wam Cherry Blossom czyli jeden z nowszych zapachów wchodzących w skład wiosennej kolekcji Q1. Produkty marki Yankee Candle dostaniecie oczywiście na Goodies.pl, woski w cenie 9 zł. Ten zapach jest akurat niedostępny w tym momencie w formie wosku ale można się zaopatrzyć w sampler w cenie 11 zł, który też można topić w kominku.


 Wosk z kwiatowej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic o żywym, charakterystycznym zapachu kwiatów wiśni z nutą bergamotki i drzewa sandałowego. (opis ze strony goodies.pl)


 Jaki to jest cudownie wiosenny zapach, od razu mi się humor poprawia jak go topię w kominku. To słodki aromat kwiatów wiśni połączonych z jej soczystymi owocami oraz przełamany drzewem sandałowym. Dla mnie to zapach perfumeryjny, świeży i radosny.
 Niewielki kawałek wrzucony do kominka ma bardzo dobrą moc i zapełnia sobą nawet sąsiednie pomieszczenia. Nie jest przy tym zbyt przytłaczający, nie wywołuje bólu głowy.


 Podsumowanie: Cherry Blossom to dla mnie idealny zapach na wiosenne dni. Pięknie pachnie i ma całkiem niezłą moc. Jest dla mnie kandydatem na kolejną dużą świecę więc to chyba o czymś świadczy. Polecam Wam go wypróbować :)

 Nadążacie z testowaniem nowych zapachów czy macie też takie zaległości jak ja? :)