Projekt Denko - Wrzesień

 Nadszedł ten czas w roku kiedy robienie zdjęć przy naturalnym świetle staje się chyba niemożliwe. Więc do wyboru mam albo nieostre zdjęcia albo cudowny błysk lampy. No albo zawieszenie działalności do powrotu bardziej słonecznych dni :) Mam więc nadzieję, że wybaczycie mi te zdjęcia ale czas napisać Wrześniowy Projekt Denko.


 Powiem Wam, że nawet się zdziwiłam ile tego się uzbierało przez ten miesiąc. Będzie co opisywać ale postaram się streszczać :)


 1. Pilomax - Maska regenerująca do włosów jasnych Blonda WAX
 Maska, którą używa głównie moja mama. Ograniczyła jej wypadanie włosów a nawet nagle zaczęły się jej robić loki (choć nie wiem czy to jej zasługa) :) Mi się zdarzało ją nakładać ale rzadko ponieważ nie chce mi się jej trzymać około pół godziny. Nie pomagała też w rozczesywaniu moich długich włosów, może teraz jak są dużo krótsze będzie lepiej. W każdym bądź razie mama zużyła już drugie opakowanie a trzecie jest w użyciu więc pewnie jej KUPIĘ.

 2. Organic Shop - Relaksująca piana do kąpieli Sugar Vata
 Znalazłam zagubiony karton w szafie z produktami tej marki. Ten dawał niezłą pianę podczas kąpieli i miał słodkawy zapach, może nawet przypominał trochę watę cukrową ale dawno nie jadłam więc mogę sobie coś wkręcać :) Całkiem wydajny i fajny umilacz kąpieli. MOŻE KUPIĘ

 3. Oceania - Żel pod prysznic Poziomka & Winogrono
 Tani żel o dużej pojemności, ładnie pachnie, dobrze się pieni i nie przesusza mojej skóry. MOŻE KUPIĘ

 4. Balea - Żel pod prysznic Truskawka
 Lubię ich żele za ładne zapachy, dobre pienienie się i nie szkodzenie mojej skórze. MOŻE KUPIĘ


 5. Welness & Beauty - Olejek do ciała Mango & Papaja
 Bardzo lubię kosmetyki o zapachu mango dlatego polubiłam ten olejek. Do tego dobrze nawilża ale trzeba liczyć się z tłustawą warstwą jaką zostawia, mi to nie przeszkadza. Często znajdziemy go w promocyjnej cenie więc chętnie do niego wrócę. KUPIĘ

 6. Organic Therapy - Złoty scrub do twarzy
 Ma przyjemny zapach, lekko pomarańczowy. Mimo sporej ilości drobinek jest dość delikatny, nie jest mocnym zdzierakiem więc nie wyrządził mi krzywdy ale skutecznie oczyszczał cerę. Nie wysuszał ani nie podrażniał. "Złote" drobinki nie zostają na twarzy więc nie wyglądamy jak obsypane brokatem. MOŻE KUPIĘ

 7. Garnier - Płyn dwufazowy. Ekspresowy demakijaż oczu 2 w 1 <recenzja>
 Od dawna to mój stały bywalec w łazience. Radzi sobie ze zmywaniem wodoodpornych tuszy do rzęs bez konieczności większego tarcia, wystarczy przytrzymać trochę wacik. Nie podrażnia i nie wywołuje łzawienia oczu. Nie jest też bardzo tłusty więc nie mamy "mgły na oczach" po jego użyciu. KUPIĘ


 8. BIOLOVE - Peeling do ciała Kawowy <recenzja>
 Cukrowy peeling kawowy dobrze radził sobie z martwym naskórkiem (sprawdzone przy łuszczącej się skórze po opalaniu) i wygładzał ciało. Do tego ma świetny, pobudzający zapach prawdziwej kawy oraz właściwości nawilżające. Jedyny minus to dostępność tej marki ale jak tylko zawitam do Warszawy to KUPIĘ.

 9. Lilla Mai - Nawilżający krem arganowy z olejkiem lawendowym <recenzja>
 Bardzo fajny naturalny skład, dobrze nawilżał a zapach był przyjemny i nie kojarzył mi się z kulkami na mole. Miał przyjemną konsystencję i nadawał się pod makijaż mimo tego, że skóra się po nim świeciła. Nie spowodował zapychania ani innych nieprzyjemnych skutków ubocznych. Na razie zapasy zużywam ale chętnie go kiedyś KUPIĘ.

 10. BIOLOVE - Mus od ciała Mango <recenzja> 
 Obłędny, soczysty zapach to pierwsze co mi przychodzi do głowy na wspomnienie tego musu. Do tego puszysta konsystencja, która w kontakcie z ciepłem ciała zamienia się w olejek i porządnie nawilża. KUPIĘ


 11. Procudent - Płyn do płukania jamy ustnej mini
 Idealna pojemność na wyjazdy, przyjemny smak, dobrze odświeża. MOŻE KUPIĘ

 12. Dermedic - Regenerujący krem do rąk
 Ładnie pachnący krem, przyzwoicie nawilża choć krótkotrwale i nie zostawia tłustej ani klejącej warstwy na dłoniach. Sprawdził się stosowany w pracy po każdym myciu rąk :) MOŻE KUPIĘ

 13. Podologic Med - Kremowy opatrunek na zrogowacenia stóp 
  Polubiłam go, dobrze nawilżał i zmiękczał moje stópki. Miał przyjemny zapach i dość szybko się wchłaniał choć ja i tak zawsze skarpetki ubierałam. MOŻE KUPIĘ


 14. Thalion - Thali'Source, Essential Moisturizing Cream
 Krem dobrze nawilżał, szybko się wchłaniał i nie zostawiał zbytnio błyszczącej skóry przez co był świetny pod makijaż. Miał przyjemny zapach i wygodną mini tubkę idealną na wyjazdy. Jednak cena pełnowymiarowego produktu zniechęca mnie do kupna więc mimo wszystko raczej NIE KUPIĘ.

 15. Intelligent Skin Therapy - Active Skin Concentrate Hydrating
 Serum o żelowej konsystencji, szybko się wchłaniało i nie zostawiało ani tłustej ani klejącej warstwy na skórze. Nawilżało ale nie było to jakieś wyjątkowe działanie jak dla mnie. Może gdybym na nie jeszcze krem nakładała to byłoby lepiej. MOŻE KUPIĘ

 16. Green Pharmacy - Jedwab w płynie. Serum na łamliwe końcówki <recenzja>
 To chyba już trzecie zużyte przeze mnie opakowanie. Bardzo dobrze zabezpiecza końcówki przed rozdwajaniem i ma ładny, słodki zapach. Jest wydajny i nie obciąża włosów. Na razie zrobię sobie przerwę i wypróbuję coś innego ale pewnie jeszcze do niego wrócę bo byłam zawsze z niego zadowolona. KUPIĘ


 17. Bania Agafii - Balsam do włosów odżywczo-regenerujący
 18. Bania Agafii - Balsam do włosów Aktywator Wzrostu
  Dla mnie oba były bardzo podobne. Dość rzadka konsystencja ale nie spływały z dłoni czy włosów. Włosy po nich były miękkie, łatwo się rozczesywały i nie były obciążone. Aktywator wzrostu chyba nie miał okazji zadziałać po jednym opakowaniu :) MOŻE KUPIĘ


 19. Bell - Puder 2Skin Pocket Mat
  Miał całkiem mocne krycie i nawet stosowany świecącą się cerę po kremie zapewniał mi matowe wykończenie. W ciągu dnia musiałam sięgać po bibułki matujące ale to u mnie norma. Podczas nakładania trochę się pylił bo był dość miękki przez co też jego wydajność trochę malała. Ładny kolor dla bladolicych. Nosiłam go w torebce do poprawek bo ma porządne opakowanie, gąbeczkę i spore lusterko. MOŻE KUPIĘ

 20. Bielenda - Pomadka SOS Lip Expert. Kompres do ust nawilżający
 Pomadka do częstego stosowania w ciągu dnia. Sięgałam po nią w pracy bo tam słoiczki się nie bardzo sprawdzają. Przyzwoicie nawilżała gdy nie miałam problemów z ustami, w gorsze dni była jednak za słaba. MOŻE KUPIĘ

 21. Skin 79 - Krem BB Gold (próbka) 
 Jasny kolor, trochę szarawy ale ładnie dopasowujący się do naszego koloru twarzy. Nie wygląda się w nim trupio i niezdrowo. Ma bardzo dobre krycie, nawet lepsze od niektórych drogeryjnych podkładów. U mnie musi być jednak przypudrowany bo ja mam tendencję do szybkiego świecenia. Miałam już wcześniej pełnowymiarowe opakowanie więc powiedzmy, że KUPIŁAM.


 
 22. BeBeauty - Płatki kosmetyczne
 Kupiłam w trójpaku w Biedronce, są całkiem ok i spełniają swoje zadanie. MOŻE KUPIĘ

 23. Himalaya Herbals - Pasta do zębów Sparkly White
 Stały bywalec w mojej łazience. Delikatna dla moich zębów i dziąseł, dobrze się pieni i jest przyjemna w smaku. KUPIŁAM

 24. Heart & Home - sampler Sweet Black Cherry 
 Na sucho ładny zapach słodkiej wisienki jednak w paleniu było ją słabo czuć. Lepiej się spisał wrzucany sporym kawałkiem do kominka. Wolę jednak inne marki więc NIE KUPIĘ.

 Podsumowanie: Jestem zadowolona z wrześniowego wyniku zużytych opakowań, całkiem sporo udało mi się zużyć. Większych bubli nie było co też cieszy ale za kilkoma perełkami będę tęsknić jak np. Biolove czy Lilla Mai więc muszę szybciej zużywać zapasy lub jechać do Warszawy na zakupy :)

A jak tam Wasze denka? Zadowolone jesteście? Pewnie publikuję je jako ostatnia :)

Kulturalny wrzesień :)


 Dzień dobry w pierwszym poście października. U mnie dzień typowo jesienny: chłodno, pada i jest tak ciemno, że nie da rady sfotografować pustych opakowań do projektu denko. Dlatego dzisiaj będzie Podsumowanie Kulturalne Września. Oprócz przeczytanych książek i piosenek, które lubiłam słuchać w minionym miesiącu znalazł się nawet jeden film.

 Ian Rankin - Memento mori

 W Szkocji ma odbyć się szczyt G8. W przewidywaniu masowych protestów antyglobalistów do ochrony zostają ściągnięte ogromne siły policyjne, wspomagane przez amerykańskich marines. Kilka tygodni przed spotkaniem od ciosu w tył głowy i śmiertelnego zastrzyku heroiny ginie gwałciciel, przedterminowo wypuszczony z więzienia. Śledztwo, które prowadzi John Rebus i jego podwładna, detektyw Siobhan Clarke, utyka w martwym punkcie. Świeżo odnalezione dowody kierują je na nowe tory, wskazując na działanie seryjnego zabójcy. W przeddzień szczytu z murów Zamku Edynburskiego, w którym odbywała się uroczysta kolacja, spada jeden z delegatów, młody angielski polityk. Samobójstwo, nieszczęśliwy wypadek czy morderstwo? Kiedy Rebus i Clarke zaczynają w końcu dostrzegać powiązania tam, gdzie teoretycznie nie powinno ich być, zostają odsunięci od sprawy na rozkaz służb specjalnych i muszą działać wbrew decyzjom przełożonych. 

 Na regale mam kilka książek tego autora i razem z mamą lubimy jego twórczość. Ten kryminał był równie udany chociaż polityczne tło w książkach zazwyczaj mnie nie zachwyca. Historia rozwija się w sposób ciekawy i zaskakujący. Zakończenia chyba nikt nie przewidzi choć można czuć mały niedosyt, że sprawiedliwość nie do końca wygrywa w taki sposób w jaki powinna.


 Marina Anderson - Mroczny Sekret

 Harriet Radcliffe ma dwadzieścia trzy lata, stałą pracę i narzeczonego. Z pozoru jest szczęśliwa, ale tak naprawdę jej życie jest bardzo nudne. Wszystko wskazuje na to, że nadszedł właściwy moment, aby do przewidywalnej codzienności wprowadzić odrobinę pikanterii. Dziewczyna odpowiada na ogłoszenie o pracę i nieoczekiwanie zostaje asystentką znanej na całym świecie gwiazdy filmowej. Nagle otwiera się przed nią sekretny świat seksualnych obsesji i erotycznych intryg. Zanurzając się w nim, Harriet stopniowo i z niemałym zaskoczeniem odkryje własne potrzeby i pragnienia.

 Znowu pokazuję Wam zboczoną propozycję ze śmiałymi scenami erotycznymi. Do kolegów na nockach w pracy śmieję się, że powinni uważać jak czytam takie rzeczy :) Na pewno nie jest to propozycja dla każdego ale czyta się szybko i nie zasypia się przy niej :)


 Jobs (2013)

 Był ekscentrykiem, buntownikiem, czasem szaleńcem. Zawsze uważał, że wie lepiej i zwykle się nie mylił. Od początku wiedział czego chce i potrafił o to walczyć. Był niełatwym partnerem w biznesie i w życiu. Potrafił uszczęśliwiać, ale także okrutnie ranić najbliższych. Założył firmę w garażu, by po kilku latach wprowadzić ją na giełdę i stać się milionerem. Wkrótce stracił jednak nad nią kontrolę i został usunięty z Apple. Jego charyzma działała nie tylko na inwestorów, ale także na kobiety. Potrafił je uwodzić, ale czy uszczęśliwiać? Nawet w sytuacji, która  innym wydawałaby się bez wyjścia, znalazł siłę, by po raz kolejny wspiąć się na szczyt, odzyskać Apple i zmienić kulejącą firmę w światową potęgę. Przeciwności losu zmieniły go jako człowieka, ale nie jako wizjonera. Dlatego to właśnie on przyniósł światu iPhone, iPod i iPad… (opis ze strony filmweb.pl)

 Przyznaję bez bicia, że film obejrzałam tylko ze względu na Ashton'a Kutcher'a, który gra w nim główna rolę :) I był bardzo przekonujący jako aktor bo choć bardzo go lubię to w tym filmie jego bohater mnie tak bardzo wkurzał, że miałam ochotę go kilka razy walnąć. Dowiedziałam się, że Steven Jobs był przez sporą część swojego życia dupkiem. Może i był wizjonerem w dziedzinie technologii ale na pewno nie w relacjach międzyludzkich. Film ogólnie całkiem dobry.


 A na koniec kilka piosenek, które z przyjemnością słuchałam we wrześniu.

 Jonas Blue, JP Cooper - Perfect Strangers


 Justin Timberlake, Anna Kendrick - True Colors


 Ellie Goulding - Still Falling For You


 Major Lazer - Cold Water (feat. Justin Bieber & MØ)


 Shawn Mendes - Treat You Better 


 Grzegorz Hyży - Pod Wiatr


Monika Lewczuk - Ty i Ja


 To chyba wszystko na dzisiaj chociaż piosenek mogłabym jeszcze sporo dodać :) 
 Zapraszam również do udziały w rozdaniu z okazji trzecich urodzin mojego bloga. Do wygrania m.in. B&BW, Organique, TBS, Love Me Green, Yankee Candle itd. 

http://blondechemist.blogspot.com/2016/09/rozdanie-z-okazji-trzecich-urodzin-bloga.html

Rozdanie z okazji trzecich urodzin bloga :)

 W ostatnim poście wspominałam, że mój blog 20 września obchodził trzecie urodziny. W ramach podziękowań oczywiście musiało pojawić się rozdanie, choć z małym opóźnieniem. Mam nadzieję, że nagrody Wam się spodobają i chętnie weźmiecie w nim udział.


 Nagroda główna:


  • GLOV - Quick Treat
  • Fitokosmetik - Różowa glinka
  • Bio IQ - Żel pod prysznic 2w1 Hair & Body
  • Bath & Body Works - Mgiełka zapachowa Japanese Cherry Blossom
  • Bath & Body Works - Żel antybakteryjny Pink Chiffon
  • Love Me Green - Peeling do twarzy
  • Uroda - Regenerujący olejek do twarzy Oil Repair
  • Organique - Balsam do ciała z masłem shea Milk
  • The Body Shop - Masełko do ust Shea
  • Colour Alike - Lakier do paznokci 532
  •  L'oreal - Cienie do powiek Infallible 607 Blinged & Brilliant
  • Freedom MakeUp - Róż do policzków Beyond
  • Avon - Kredka do oczu Color Trend biała
  • Aubrey Organics - Balsam do ust Raspberry
  • Rimmel - Pomadka Lasting Finish 164 Tantrum
  • My Secret - Błyszczyk do ust 210 Sweet Pink
  • Yankee Candle - Sampler Flowers In The Sun

 Nagroda pocieszenia:


  • Uniqe - Mleczna mgiełka do ciała Abyssinian Oil
  • Corine de Farme - Mleczko do demakijażu oczu
  • Avon - Perfumetka Cherish
  • Bath & Body Works - Żel antybakteryjny Waikiki Surf
  • J.R. Liggett's - Mini szampon w kostce
  • Golden rose - Lakier do paznokci Color Expert 99
  • L'oreal - Cienie do powiek Infallible 405 Pink Sapphire
  • Freedom MakeUp - Róż do policzków Rare
  • Rimmel - Kredka do oczu Scandaleyes srebrna
  • Sierra Bees - Balsam do ust Pomegranate
  • Wibo - Lakier do ust nr 4
  • Yankee Candle - Sampler Shea Butter

 Aby wziąć udział w rozdaniu należy obowiązkowo:
1. Być publicznym obserwatorem  mojego bloga.
2. Zostawić zgłoszenie w komentarzu pod tym postem wg wzoru zamieszczonego poniżej.
 Dodatkowe losy można zdobyć w następujący sposób:
1. Polubić fanpage Blondwłosa Chemiczka na Facebooku (+ 2 losy)
2. Udostępnić informację o rozdaniu poprzez:
  - baner z linkiem przekierowującym na pasku bocznym (+ 2 losy)
  - udostępnienie na facebooku poprzez kliknięcie "Udostępnij" pod informacją o rozdaniu na moim fanpage'u (+ 2 losy)
3. Top komentatorki, jeśli wezmą udział w rozdaniu otrzymają dodatkowo + 2 losy (stan z dnia 27.09.2016)


Wzór zgłoszenia:
Obserwuję jako: 
E-mail:
Lubię na fb jako:
tak/nie ( imię i pierwsza litera nazwiska lub nazwa fanpage)
Baner: tak/ nie (link)
Udostępnienie na fb: tak/nie (link)
Top komentatorka: tak/nie

Baner do pobrania:
Regulamin:
1. Organizatorem i sponsorem rozdania jestem ja, czyli właścicielka bloga http://blondechemist.blogspot.com.
2. Rozdanie trwa do 31.10.2016 włącznie. Czas trwania rozdania może zostać przedłużony w przypadku niskiej liczby zgłoszeń.
3. Warunkiem wzięcia udziału w rozdaniu jest publiczne obserwowanie bloga  http://blondechemist.blogspot.com oraz zostawienie zgłoszenia w komentarzu po tym postem.
4. Każdy uczestnik może zdobyć w sumie 7 losów (top komentatorki 9 losów).
5. Ogłoszenie wyników odbędzie się w ciągu 7 dni od daty jego zakończenia.
6. Zwycięzca zostanie wyłoniony drogą losową i poinformowany o wygranej drogą mailową. Jeśli w ciągu 3 dni zwycięzca nie prześle adresu do wysyłki zostanie wylosowana kolejna osoba.
7. Wysyłka nagrody jest możliwa tylko na terenie Polski.
8. Osoby biorące udział w rozdaniu muszą mieć skończone 18 lat lub posiadać zgodę opiekuna na udział.
9. Osoby, które po zakończeniu rozdania przestaną obserwować blog trafią na "czarną listę" i nie będą mogły wziąć udziału w kolejnych rozdaniach.
10. Każdy uczestnik biorący udział w rozdaniu akceptuje jego regulamin.
11. Zastrzegam sobie prawo do zmiany regulaminu w wyjątkowych sytuacjach.
12. Rozdanie nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr. 4, poz. 27 z późn. zm).

 Życzę Wszystkim powodzenia i zapraszam do udziału :)

Yankee Candle - Flowers In The Sun oraz Dreamy Summer Nights

 Przegapiłam dzień trzecich urodzin mojego bloga! Po prostu wstyd... Z jednodniowym opóźnieniem dziękuję wszystkim, którzy tu zaglądają. Na pewno będzie z tej okazji rozdanie w ramach podziękowań, postaram się jak najszybciej je ogarnąć :)
 A w międzyczasie wypadałoby wreszcie napisać tutaj cokolwiek. Wiem, że w tym miesiącu idzie mi z tym jeszcze gorzej niż zawsze. Najchętniej non stop bym spała, taka zmęczona ostatnio jestem i najzwyczajniej w świecie nie potrafię wykrzesać z siebie energii na pisanie. Za co przepraszam.
 Dlatego znowu sięgam po najłatwiejszy temat czyli woski Yankee Candle :) Dzisiejsi bohaterowie: Flowers In The Sun oraz Dreamy Summer Nights pochodzą z tegorocznej, letniej kolekcji Q2 Warm Summer Nights. Woski po kolejnej podwyżce cen kosztują już 9 zł, dostępne są w sklepie Goodies razem z wieloma innymi zapachami.


 Flowers In The Sun

 "Wosk z kwiatowej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic o promiennym zapachu słodkich kwiatowych pąków, przywołujący wspomnienie przechadzek po malowniczych, kolorowych ogrodach." (opis ze strony goodies.pl)


 Jak się patrzy na tą etykietę i wącha ten wosk to od razu można się w myślach przenieść na skąpaną w słońcu łąkę pełną kwiatów. Ma w sobie coś takiego, że można się przy nim zrelaksować i poprawić humor. Dla mnie mieszanka kwiatów jest tutaj przełamana jakimiś owocami. Cudowny, świeży i słodki jednocześnie. 


 W moim dość małym pokoju jego intensywność jest wystarczająca, bez problemu go czuć. Jest na tyle przyjemny, subtelny i "lekki", że nawet w gorące dni mi nie przeszkadzał ani nie męczył. Zero sztuczności, mdłości, bólu głowy czy innych nieprzyjemności. 


 Dreamy Summer Nights


 "Wosk z rześkiej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic o zapachu relaksującej mieszanki wanilii z heliotropem i odrobiną drzewnych nut. Dreamy Summer Nights roztoczy przed Tobą magię ciepłych, gwiaździstych letnich nocy..." (opis ze strony goodies.pl)


 Widzicie tą naklejkę? Po prostu magiczna :) Zapach zresztą również, taki perfumeryjny i zmysłowy. Jest zdecydowanie słodki, ciepły i otulający. Czuć tutaj głównie wanilię przełamaną nutami drzewnymi. Dla mnie idealny na wieczory, w słoneczny dzień nie do końca mi pasował. Jakby promienie słoneczne odbierały mu trochę tajemniczości :)


 Intensywność jeszcze większa niż u poprzednik, wydostawał się do sąsiednich pomieszczeń. Dla moich domowników był trochę męczący ale oni ogólnie zawsze narzekają na zapachy z wanilią. 


 Podsumowanie: Oba zapachy bardzo polubiłam i to na tyle, że jeden już mam w formie dużej świecy (Flowers In The Sun) a drugi planuję nabyć :) Ale to pokazuje, który jednak troszkę bardziej mi się podoba. Wydaje mi się też, że kwiatki są bardziej uniwersalne i mogą przypaść do gustu szerszemu gronu odbiorców (sądząc np. po moich domownikach). Do pięknych zapachów dodatkowo mamy równie piękne etykiety, które mnie jeszcze bardziej zachęcają do posiadania ich w mojej kolekcji :)

 Znacie już te zapachy? Który Wam się bardziej podoba lub ciekawi?

Lilla Mai - Nawilżający krem arganowy z olejkiem lawendowym

 Wyobraźcie sobie, że w mojej miejscowości wymieniają słupy energetyczne i przez cały tydzień nie ma prądu, a co za tym idzie nie mogę korzystać z laptopa (padła mi bateria) i internetu. Włączają go dopiero ok. 21 i rano znowu znika. Coś strasznego. Post więc piszę na raty, bo spać też trzeba. No chyba, że przestawiłabym się na tryb nocny a w ciągu dnia spała :)
 Tym razem opowiem Wam o nawilżającym kremie arganowym z olejkiem lawendowym marki Lilla Mai. Jest on dostępny w sklepie internetowym marki w cenie 32 zł za 50 ml. Znajdziecie go też pewnie w kilku innych sklepach internetowych. Do mnie krem ten trafił akurat z pudełeczka Chill Box.  


  Po wyjęciu tego kremu z Chill Box'a miałam mieszane uczucia. Z jednej strony ucieszyła mnie możliwość wypróbowania czegoś tej marki ale z drugiej strony martwił mnie zapach lawendy, za którym nie przepadam. Ciekawość jednak zwyciężyła i zabrałam się za testowanie :)  
 Opakowanie kremu to ciemny, szklany słoiczek z nakrętką. Wizualnie mi się podoba, na etykiecie umieszczono obrazek z lawendą ale znalazło się też miejsce na opis i skład produktu. Na jego zużycie mamy rok od daty produkcji.

 Od producenta: 


 Po otworzeniu słoiczka od razu do mojego nosa dotarł jego zapach ale ku mojemu zdziwieniu nie był wcale zły. Nie da się ukryć, jest lawendowy. Ale nie kojarzy mi się ze śmierdzącymi kulkami na mole czy czymś takim. Wręcz przeciwnie, jest całkiem przyjemnie relaksujący i chyba pierwszy raz aromat lawendy mi nie przeszkadza. Czuć go jeszcze trochę po nałożeniu na twarz ale z czasem znika.


 Konsystencja kremu jest lekka i "puszysta". Przy wyższych temperaturach olejki trochę się oddzielają od reszty kremu ale mi to w sumie nie przeszkadzało zbytnio. Podczas nabierania i tak się załapywały na porcję lądującą na twarzy :) Łatwo się go równomiernie rozprowadzana twarzy i pomimo składu bogatego w olejki w miarę szybko się wchłania. Zostawia po sobie jednak lekko tłustą warstewkę. Mimo to nadaje się pod makijaż, puder wystarcza aby nie była ona widoczna i nie powoduje szybszego świecenia się czy rolowania makijażu, sprawdzałam wielokrotnie. 


 Już po pierwszym użyciu moja skóra odczuwała różnicę ponieważ była akurat trochę przesuszona. Krem przyniósł natychmiastową ulgę, uczucie ściągnięcia zniknęło a po kilku dniach również i suche skórki (oczywiście peelingi też pomogły). Potwierdzam więc słowa producenta o jego nawilżających właściwościach. Dodatkowo skóra była odżywiona i miła w dotyku. 
 Czasami nawet kremy o naturalnych składach potrafią zaszkodzić mojej cerze. Ten jednak nie zapycha porów, nie pojawiało się więcej niedoskonałości ani nie wywołał żadnych podrażnień.


 Podsumowanie: To moje pierwsze spotkanie z kosmetykami marki Lilla Mai ale mam nadzieję, że nie ostatnie. Krem mimo początkowej obawy o zapach okazał się bardzo fajnym nawilżaczem i nic mi w nim nie przeszkadzało. O dziwo wręcz przeciwnie :) Powoli mi się kończy ale chętne do niego kiedyś wrócę.

 Znacie markę Lilla Mai i jej produkty? Używałyście coś i polecacie?