Yves Rocher, Pure System - Głęboko oczyszczający żel do mycia twarzy

 Właśnie wyszłam z łazienki i akurat skończyłam głęboko oczyszczający żel do mycia twarzy z Yves Rocher z serii Pure System (dedykowanej cerze trądzikowej). I tak pomyślałam, że nawet mu zdjęć do recenzji nie zrobiłam a zaraz wyląduje w denku a potem w koszu. No to szybko nadrobiłam to żeby móc Wam jeszcze na świeżo napisać o nim kilka słów :)


 W opakowaniu znajduje się 125 ml żelu za które musimy w cenie regularnej zapłacić 29,90 zł. Na szczęście nie jest to produkt z Zielonym Punktem i często jest objęty promocją, aktualnie kosztuje aż 50% taniej czyli 14,50 zł :) Tubka zamykana na klik nie przysparza kłopotów podczas otwierania i wyciskania produktu. Można ją postawić na zakrętce więc bez problemu zużywamy żel do końca. Możemy też kontrolować ilość jaka nam została ponieważ tubka jest w niektórych miejscach przeźroczysta. Otwór nie jest zbyt duży więc nie marnujemy niepotrzebnie produktu wyciskając zbyt dużą ilość.


 Żel ma delikatny zapach ale nie wiem do czego go porównać, na pewno nie jest nieprzyjemny. Konsystencja jest dość rzadka ale nie spływa on od razu z dłoni czy twarzy. W żelu znajduje się duża ilość malutkich, delikatnych drobinek - puder z pestek moreli. Przy spłukiwaniu ich z twarzy trzeba się trochę namęczyć. Jeśli robiłam to w pośpiechu to podczas nakładania kremu czułam je jeszcze pod palcami. Oprócz tego w składzie znajdziemy hydrolat z oczaru, wyciąg z miąższu aloesu, kwas salicylowy oraz wyciąg z korzenia tarczycy. SLES dla równowagi też jest :)

 Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfae, Prunus Armeniaca Seed Powder, Methylpropanediol, Glycerin, Hamamelis Virginiana Flower Water, Butylene Glycol, Cocamidopropyl Betaine, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Phenoxyethanol, Salicylic Acid, Xanthan Gum, Sodium Hydroixide, Allantoin, Tetrasodium Edta, Scutellaria Baicalensis Root Axtract, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate

 Od producenta:


 Działanie: 
 Dobrze oczyszcza skórę ale nie nazwałabym tego głębokim oczyszczaniem. Radzi sobie z normalnymi, codziennymi zanieczyszczeniami i nadmiarem sebum. Nie odblokował jednak moich zapchanych porów i nie zauważyłam żeby się mniej zapychały. Może gdybym stosowała go bardziej regularnie to lepiej by sobie z nimi radził ale nie będę przecież podróżować z torbą kosmetyków pomiędzy mieszkaniem a domem. Nie powoduje przesuszenia skóry. Po wytarciu twarz jest delikatnie ściągnięta ale nałożenie kremu załatwia sprawę. 
 Drobinek jest sporo ale nie wyrządzają nawet mojej naczynkowej cerze krzywdy. Zaznaczam jednak, że myjąc nim twarz wykonywałam delikatne ruchy więc nie tarłam nimi mocno skóry. Stosowany w miarę regularnie radził sobie z martwym naskórkiem. Kiedy przez kilka dni nie robiłam żadnych peelingów ani nie używałam tego żelu i miałam sporo suchych skórek jednorazowe zastosowanie tego produktu sobie z nimi nie poradzi. W końcu nie jest to typowy peeling. 
 Wydajność jak na taką niezbyt dużą tubkę jest niezła, starczył mi (i mojemu bratu choć się nie przyznaje) na około 3-4 miesiące ale przy codziennym stosowaniu wyszłoby na pewno mniej.


 Podsumowanie: Żel jest całkiem przyzwoity, jednak osobiście nie stosowałabym go rano i wieczorem ze względu na dużą ilość drobinek. Radzi sobie z oczyszczaniem twarzy z codziennych zanieczyszczeń i wydzielonego sebum jednak głębszego oczyszczenia nie zaobserwowałam u siebie (przy nieregularnym stosowaniu). W cenie regularnej bym go nie kupiła jednak w takiej promocji jaka jest obecnie możliwe, że kiedyś do niego wrócę. W końcu krzywdy mi nie zrobił a dogłębnego oczyszczania żaden stosowany przeze mnie dotąd żel nie zapewniał.

 Miałyście okazję używać ten żel? Sprawdził się u Was? A może znacie jakiś "głęboko oczyszczający" produkt do mycia twarzy?

 Oczywiście zapraszam na trwające jeszcze rozdanie, kosmetyki YR też są tam do wygrania :) <tutaj>
http://blondechemist.blogspot.com/2014/12/wesoych-swiat-rozdanie-swiateczne.html

Tisane - Balsam do ust

 Pomadki i balsamy ochronne do ust to niezbędnik pewnie każdej z Nas, szczególnie zimą. Kiedyś nie miałam wielkich problemów z suchymi i pękającymi ustami ale od ok. roku nie mogę zapominać o takich produktach i stosuję je kilkanaście razy dziennie. Nie wiem skąd taka zmiana w ich stanie. Ważne, że potrzebuję armii wsparcia i jednym z moich żołnierzy jest właśnie balsam do ust Tisane. Czytałam, że wersja w słoiczku jest lepsza więc w taką się zaopatrzyłam. W aptece zapłaciłam za niego ok. 10 zł.


 Mały słoiczek mieszczący 4,7g produkty zapakowany był w kartonik. Po jego otworzeniu trochę się zdziwiłam na widok tego maleństwa bo myślałam, że będzie większy jednak. Plus taki, że po oderwaniu sreberka zabezpieczającego okazało się, że był wypełniony po sam brzeg. Ze względu na wymiary, po jakiś czasie ciężko jest posmarować usta bezpośrednio z opakowania. Osoby mające dłuższe paznokcie mogą mieć problem z zostawaniem balsamu pod paznokciami dlatego ja wygrzebuję go wierzchem paznokcie aby tego uniknąć. Z tego względu też używam go tylko w domu.

 Od producenta:


 Balsam zapachem przypomina mi jakieś cukierki, jest delikatnie słodki. Bardziej czuć go w słoiczku, na ustach jest prawie niewyczuwalny. Smaku brak więc jeśli liczylibyście na słodkie zlizywanie go z ust to niestety. 


 Konsystencja jest dość zbita w opakowaniu jednak pod wpływem ciepła naszych palców lub ust ładnie się topi i nie ma problemów z jego rozsmarowaniem. Zostawia na ustach troszeczkę tłustą warstewkę ale nie klejącą. Gdy nałożymy go grubszą warstwą to zaczyna nieestetycznie wyglądać głównie na styku ust i trzeba zetrzeć zebrany nadmiar.


 Co do działania to wiem, że nie miał łatwo bo mam bardzo wymagające usta. Zdarza mi się mieć nawet ogniście czerwone, palące ranki. Przy mocno przesuszonych, szorstkich i popękanych ustach na początku sobie w ogóle nie radził. Kilka minut po nałożeniu miałam wrażenie jakbym nie posmarowała ust niczym. Byłam zawiedziona ale uparcie testowałam dalej wspomagając się maścią z witaminą A. Gdy stan ust się poprawił trochę odstawiłam maść i na szczęści zaczął radził sobie trochę lepiej. Dłużej czułam go na ustach przynoszącego ulgę, nie musiałam co 5 minut ponawiać aplikacji.


Wg mnie jednak bardziej zmiękcza i natłuszcza usta niż je nawilża. Chyba moje usta są ciężkie do nawilżenia i ciągle im mało. Albo nie lubią się z olejkiem rycynowym bo np. pomadka Alterry rumiankowa u mnie się kompletnie nie sprawdza. Przy regularnym używaniu jednak można zauważyć różnice w stanie ust, rzadziej robi mi się na nich masakra :) Co do ochrony przed mrozem i wiatrem to ciężko mi się wypowiedzieć bo używam go głównie w domu. Jest dość wydajny ponieważ na jedna aplikację wystarczy mała ilość.

 Podsumowując: Jeśli macie mocno problematyczne usta to Tisane może sobie z nimi nie poradzić. Lepiej się sprawdza w celu zapobiegania niż leczenia popękanych ust. Jeśli jednak Wasze usta nie są tak wymagające jak moje to ten balsam może się okazać całkiem fajnym produktem. Dla mnie jest to produkt przyzwoity ale nie zachwycający.

A jak się u Was spisuje balsam Tisane? Jesteście z niego zadowolona? Jakie nawilżacze ust są Waszymi ulubieńcami?

 Zapraszam oczywiście również na trwające rozdanie <w tym poście>

http://blondechemist.blogspot.com/2014/12/wesoych-swiat-rozdanie-swiateczne.html

Nowości: wygrane i prezenty :)

 Dawno nie było posta chwalipięty a po Świętach można taki napisać bo jest co pokazać :)
 Zacznę jednak od wygranych w rozdaniach, dwa z nich wygrałam już w październiku ale nie było okazji się nimi pochwalić.Jeszcze raz bardzo dziękuję za nagrody :)

 1. Wygrałam rozdanie niespodziankę na blogu kassiiaa.blogspot.com


 (Żel niestety musiałam oddać bratu po tym jak usłyszałam, że jak jedzie na studia i nie ma co mi podkradać to myje twarz tym samym żelem co resztę ciała. O zgrozo, co on by bez siostry zrobił.)


 3. Na fanpage'u 30plus Beauty Blog wygrałam przed sylwestrem perfumy Maurelii - Alexandre Marc I. Zapach bardzo mi się spodobał :)


 A teraz przejdziemy do prezentów świątecznych. Głównym prezentem był nowy telefon Samsung Galaxy S III Mini. W większości sama za niego zapłaciłam ale rodzice dołożyli od siebie co nieco w ramach prezentu :) Na razie jeszcze go nie rozpracowałam do końca, nie mam na to czasu. Ale chyba muszę bo ostatnio bateria trzyma mi 2 dni więc coś jest nie tak bo nie siedzę na nim ciągle przecież.


 Małe ubraniowe nowości to uroczy sweterek w serduszka, który jest trochę za szeroki. Mama stwierdziła, że takie optyczne pogrubienie mi się przyda więc ok.


 Tally Weijl uwielbiam za pasujące na mnie rozmiary więc czarne body z siateczką na plecach tej firmy jak najbardziej mi się podoba :)


 Perfumy zdaję sobie sprawę, że nie są pewnie oryginalne ale pachną bardzo ładnie więc to najważniejsze.


 Prezenty w stylu "obudź w sobie dziecko" :) Kalendarz z Kubusiem Puchatkiem oraz ulubiona bajka z dzieciństwa :)


 W tym roku Mikołaj powiedział "zero kosmetyków i świeczek" więc w tej kategorii musiałam siebie sama zadowolić :) Podpatrzone u yzma87 pudełko z kosmetykami MAC Look In A Box All About Pink u nas nie było już dostępne. Zamówiłam je przy okazji wspólnego zamówienia z USA. Niestety paczkę złapał urząd celny i zapłaciłam za nie stanowczo za dużo i zaczęłam żałować tego szaleństwa jak podsumowałam koszty. No ale mam.


 Po Świętach skusiłam się za to na zakupy na stronach Douglas'a i Sephory. Promocje tak mnie kusiły, ze postanowiłam już się zaopatrzyć w urodzinowe prezenty. W końcu do 30 stycznia nie jest tak daleko :)

 Sephora: Urban Decay Naked 3 oraz baza pod cienie Original tej samej firmy. Zabrakło mi trochę do darmowej wysyłki więc wrzuciłam wodoodporną kredkę do oczu marki Sephora na wypróbowanie.


 Douglas: Produkty MAC rzadko biorą udział w promocjach więc takiej okazji nie mogłam przepuścić. Większość odcieni pomadek była już wykupiona ale udało mi się jedną wybrać - Impassioned :) Do tego dorzuciłam słynny cień Satin Taupe oraz dwa błyszczyki. Do darmowej wysyłki dobrałam cień sypki Ingota oraz błyszczyk NYX.




 Prezentów nie powinnam już sobie kupować chyba do kolejnych Świąt ale w takie cuda to ja nie wierzę :) A Wy obdarowałyście same siebie w Święta? Czy byłyście bardziej rozsądne?

 Przypominam, że dla Was też mam prezent w rozdaniu <w tym poście>.

http://blondechemist.blogspot.com/2014/12/wesoych-swiat-rozdanie-swiateczne.html

Yankee Candle - Snow In Love oraz Sparkling Snow (woski)

 Witajcie kochani w kolejnym pachnącym poście :) Dzisiaj woski Yankee Candle będą "śnieżne" mimo, że u mnie za oknem śniegu już nie widać. Jednak znając życie to zima jeszcze nas zaskoczy atakując "niespodziewanie". 


 Pierwszym zapachem jest "Snow In Love", który możecie bez problemu kupić w sklepie goodies.pl za 7 zł. Z tego co wiem to pojawia się tylko w okresie zimowym w sprzedaży więc warto teraz się na niego skusić i wypróbować.


 "Wosk z okolicznościowej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic. Wyczuwalne aromaty: drzewa iglaste, paczula.
 Zima lubi dzieci najbardziej na świecie, a Yankee Candle potrafi wszystkich, nawet największych zmarzluchów przekonać do tego, że nawet największy śnieg i mróz można pokochać. Wszystko za sprawą Snow In Love – zjawiskowej, zamkniętej w jasnym wosku mieszanki, która pachnie jak poranny, grudniowy spacer, albo jak szalona przejażdżka na sankach. A to przez obecność nut nawiązujących do zapachu leśnych, przykrytych śnieżną kołdrą drzew połączonych ze świeżym aromatem mroźnego powietrza. Tak przygotowana kompozycja pobudza, napawa energią i sprawia, że nawet największy śnieg i mróz zaczynamy postrzegać w innym, zdecydowanie bardziej pozytywnym świetle." (opis ze strony goodies.pl)


 Po opisie nie sądziłam, że jakoś bardzo przypadnie mi ten wosk do gustu. Kupiłam go raczej z ciekawości ponieważ był zapachem miesiąca w grudniu a i tak składałam zamówienie. Ale skoro już się u mnie znalazł i ma taki ładny obrazek to trzeba było go sfotografować i wypróbować :) I co się okazało? Że wcale nie pachnie jak leśny odświeżacz powietrza. Ku mojemu zdziwieniu zapach jest bardziej perfumeryjny i mi się spodobał. Zakładam, że to ta paczula jest bardziej wyczuwalna bo iglaków to ja nie czuję (ewentualnie baaaardzo daleko w tyle) :)


 "Snow In Love" jest intensywny, szybko wypełnia pomieszczenie swoim aromatem i utrzymuje się nawet po wypaleniu podgrzewacza. Dla mojego nosa nie jest ani duszący, ani męczący. Taki niby ciepły i otulający ale jednak świeży. Ciężki do zdefiniowania albo ja jestem beztalenciem do opisywania zapachów :)


 Drugi zapach jest niedostępny w Polsce w regularnej sprzedaży. Można go za to czasami spotkać na allegro (nawet teraz widzę go w sprzedaży) lub dołączyć do wspólnych zamówień z USA. Mowa o "Sparkling Snow".


 "The crisp, naturally fresh scent of gleaming, snow-covered pines with hints of patchouli and fruit." (opis ze strony yankeecandle.com)


 Jakby tak porównać opisy zapachów to w jednym i drugim powinno się czuć drzewa iglaste oraz paczulę. Więc powinny być teoretycznie trochę podobne do siebie. Moim zdaniem tak nie jest. W tym wosku już wyczuwam jakiegoś iglaka więc pewnie to ta obiecana sosna. Na moje szczęście nie jest to typowo leśny zapach, różni się od odświeżaczy łazienkowych. Nie wyczuwam tutaj zbytnio tej perfumeryjnej nuty co w poprzedniku więc raczej paczula tutaj jest w tle ale wystarczy aby przełamać aromat sosny. Owoców za to w ogóle nie czuję.


 "Sparkling Snow" pod względem intensywności jest delikatniejszy od "Snow In Love" i nawet dobrze. W takim wydaniu mi odpowiada ale jakby był mocniejszy to raczej bym go nie polubiła. Tutaj nie mam problemów z określeniem kategorii: świeża, zero ciepła i otulania.


 Podsumowanie: Nazwy i obrazki oby wosków zachęcają do kupna i wypróbowania. Jednak gdybym miała wybrać ten, który bardziej mi się podoba to na pewno byłoby to "Snow In Love". Mimo podobnych opisów są to dwa różne zapachy. W zależności od tego czego przewagę chcecie poczuć oraz z jaką intensywnością to wybierzcie odpowiednią opcję :)

 Paliłyście już któryś z nich? Jeśli tak to jakie wrażenia? Który bardziej trafiłby w Wasze gusta?

Przypominam też o trwającym rozdaniu <klik>.

http://blondechemist.blogspot.com/2014/12/wesoych-swiat-rozdanie-swiateczne.html

Projekt denko - grudzień

 Witajcie w Nowym Roku! Oby był on dużo lepszy od poprzedniego :) Doszliście już do siebie po sylwestrze? Bo ja dziś próbowałam odespać nocki ale nadal jestem padnięta. Chyba praca mnie bardziej zmęczyła niż jakbym poszła się gdzieś wybawić ze znajomymi. 


 Nowy rok zaczynamy oczywiście od pozbycia się pustych opakowań więc czas na grudniowy projekt denko.


1. Pure Care - Mydło w płynie nawilżające Biała Herbata
 Zapewniam Was, że nie jest to mydło nawilżające. Nie jest nawet neutralne. Od razu po umyciu rąk biegłam po krem. Zapach kiepsko wyczuwalny, miało tyko ładny błękitny kolor. NIE KUPIĘ

2. Gliss Kur - Szampon Million Gloss
 Drugie opakowanie tego szamponu wykończyłyśmy z mamą (chociaż brat nam go musiał podkradać bo same byśmy go tak szybko nie zużyły raczej). Tak jak pisałam ostatnio, oczyszcza ale nie plącze włosów ani ich nie obciąża. A kolor opakowania jest bardzo mój więc nic dziwnego, ze go wybrałam :) MOŻE KUPIĘ
 
3. Garnier, Ultra Doux - Szampon odbudowujący z olejkiem z awokado i masłem karite
 Sławny duet Garnier był kiedyś w Biedronce za 10zł więc się skusiłam. Niestety moje włosy nie polubiły ich razem ani osobno. Gdy wieczorem umyłam nim włosy to rano wyglądały jakbym tego nie zrobiła wcale. Plus za to, że ich nie plątał. Moja mama go zużyła i chyba ne narzekała. NIE KUPIĘ

4. Isana - płyn do kąpieli Golden Glamour <recenzja>
 To już druga butelka tego płynu zużyta przeze mnie, polubiłam go. Niestety ta wersja chyba już jest niedostępna bo ostatnio jej już nie widziałam. Ale inne na pewno wypróbuję więc KUPIĘ.

5. BeBeauty - Płyn do kąpieli Orange & Chocolate <recenzja>
 Kąpiel o zapachu delicji? Czemu nie :) Nie żałowałam go sobie więc szybko się skończył. Piana w połączeniu z zapachem umilały kąpiel. Gdyby nie zapasy i fakt, że pewnie już są wyprzedane to kupiłabym wersję ciasteczkową jeszcze. A tak raczej NIE KUPIĘ.

6. Yves Rocher - Peelingujący żel pod prysznic Malina <recenzja>
 Delikatnie masujący żel pod prysznic o przyjemnych zapachu. Peelingiem bym tego nie nazwała ale co kto lubi. Jednak dość wysoka cena na razie powstrzymuje mnie przed kupnem kolejnego opakowania (no i zapasy) ale kiedyś MOŻE KUPIĘ.

7. Balea - Odżywka nabłyszczająca z figą i perłą <recenzja>
 Moja pierwsza odżywka tej firmy i mam nadzieję, że nie ostatnia bo bardzo ją polubiłam. Włosy się łatwiej rozczesywały, były miękkie, lekkie i sypkie a przy tym nie oklapnięte. Uwielbiałam je dotykać :) KUPIĘ



 8. Bingo Spa - Mocny peeling błotny do twarzy <recenzja>
 Bardzo skuteczny, połączenie kwasów i drobinek. Ostry zawodnik z niego więc trzeba być ostrożnym i delikatnym podczas jego stosowania. Nie powinnam takich używać ze względu na cerę naczynkową ale od czasu do czasu czuję taką potrzebę.  Niestety data ważności minęła jakiś czas temu więc zużyłam go do stóp i dłoni dlatego następnym razem kupię na stronie producenta a nie na allegro. Jak wykończę zapasy to pewnie do niego wrócę więc KUPIĘ

 9. Green Pharmacy - Jedwab w płynie. Serum na łamliwe końcówki <recenzja>
 Moje małe cudo na łamliwe końcówki. Wcześniej miałam same "miotełki" na końcówkach niedługo po wizycie u fryzjera, teraz mija wiele tygodni zanim się pojawi jakaś. Ma ładny zapach, jest tani, wydajny i rewelacyjnie działa więc jak tylko zobaczyłam, że się kończy to od razu KUPIŁAM.

10. Beyonce - Pulse
 Zapachy Beyonce mi się podobają ale szkoda mi wydać na nie ok. 100zł dlatego te dezodoranty z atomizerem są fajną opcją na zapoznanie się z zapachem bliżej. Miałam już kiedyś Heat Rush, teraz wypróbowałam Pulse. Nie utrzymują się długo ale na promocji kosztują ok. 20zł więc można się nimi psikać kilka razy dziennie bez żalu. Na razie nie planuję powrotu ale inny zapach MOŻE KUPIĘ.

11. Green Pharmacy - Krem do stóp przeciw odciskom i zgrubieniom
 Ostatnio coraz więcej produktów tej firmy gości u mnie. Kremy do stóp zużywam długo więc ten też miałam kilka miesięcy. Bałam się trochę, że zapach mi się nie spodoba bo zwiera olejek cedrowy. Leśne zapachy nie do końca mi pasują ale ten o dziwo był przyjemny. I muszę przyznać, że naprawdę przez czas jego używania nie nabawiłam się twardych zgrubień. Stopy były miękkie i gładkie, zero szorstkich miejsc. Dość szybko się wchłaniał ale najczęściej zakładałam i tak skarpetki po jego użyciu. Odciski i pęcherze jakie pojawiły się po 2 dniach chodzenia po Warszawie szybko zniknęły. Miło mnie zaskoczył więc pewnie jeszcze go kiedyś KUPIĘ.

12. Clarena - Krem do stóp ze srebrem
 Miniaturka kremu o bardzo przyjemnym zapachu. Efekty podobne do poprzednika: miękkie i gładkie stópki zaraz po nałożeniu i chyba jeszcze szybciej się wchłania ale jak się sprawdza na dłuższą metę stosowany solo tego nie wiem. W końcu to gównie tamten dbał o moje stópki. Szkoda, że ich produkty są dość drogie bo wydać ponad 30 zł na krem do stóp to wg mnie nie mało. Ale mam ochotę na niego więc MOŻE KUPIĘ.


 13. i 14. Bioluxe - Kremy do twarzy: na dzień z organicznym ekstraktem zielonej herbaty oraz
na noc z organicznym ekstraktem awokado <recenzja>
 Ostatnio o nich pisałam więc pewnie jeszcze pamiętacie ich recenzję. Bardzo tanie i całkiem fajne. Jak kiedyś zużyję moje spore zapasy kremów to MOŻE KUPIĘ.

 15. Bioluxe - Krem do rąk odżywczy z organicznym ekstraktem oliwy z oliwek
 W tamtym miesiącu zużyłam krem rumiankowy, w tym oliwkowy. Różnią się tylko zapachem wg mnie. Ten bardziej mi odpowiada a pojemność jest idealna do torebki więc pewnie przy okazji jakichś zakupów rosyjskich kosmetyków KUPIĘ.

 16. Himalaya Herbals - Pasta do zębów x2
 Kolejne opakowania zużyte, następne już w użyciu. Nie sądziłam, że będę kiedyś wierna pastom do zębów jednej firmy :) KUPIŁAM

 17.
Płatki Carea
  Stały bywalec więc oczywiście KUPIŁAM

 18. Próbki: Tołpa - matujący krem nawilżający oraz Bandi - odmładzający krem pod oczy
 Krem z Tołpy rzeczywiście zostawiał twarz matową ale nie przesadzałabym z nawilżaniem chociaż po 3 użyciach mogę się mylić. Krem pod oczy Bandi starczył mi na dłużej, był chyba najbogatszym i najlepiej nawilżającym kremem pod oczy jaki stosowałam ale to dlatego, że jest przeznaczony do cery dojrzałej.

 19. Powinny być jeszcze folie od samplerów Village Candle <recenzja> ale chyba się gdzieś zapodziały :) 

 A wy już pozbyliście się swoich zużyć? Jak Wam poszło? Ja planuje w styczniu przegląd kosmetyczek więc może zrobi mi się trochę miejsca w nich bo na razie więcej przybywa niż zużywam :)

Przypominam też o trwającym rozdaniu, do wygrania m.in. kosmetyki Yves Rocher oraz rosyjskie saszetki :) Zapraszam <tutaj>.