Projekt denko - lipiec

 Przyszedł koniec miesiąca więc pora na małe podsumowanie drugiego projektu denko. Jak na mnie to nawet sporo mi się udało zużyć choć przy niektórych z Was to się chowam :) I nawet prawie wszystko udało mi się umieścić na zdjęciu, z dwoma małymi wyjątkami. Dzielnie walczyłam w domu z wyrzucanymi opakowaniami, nawet jedno wygrzebałam z worka z plastikiem :) 
PS. Zielone "nie kupię" oznacza, że gdybym mogła to bym kupiła :)


1. Luksja - żel pod prysznic Pomelo & Kiwi
 Bardzo przyjemnie pachnący żel pod prysznic. Uwielbiamy jego zapach w domu, nawet męska część domowników go nam podbierała. Duża pojemność i niezła wydajność, nie wysusza, dobrze się pieni. Recenzji jeszcze nie ma ale pewnie się pojawi bo mam jeszcze drugi żel z tej serii do wypróbowania. KUPIĘ

2. Isana - żel pod prysznic Lime & Mint
 Edycja limitowana, chyba już niedostępna w sprzedaży bo jej nie widuję w Rossmannach. Od wersji Violet Passion różni się tylko zapachem, jest orzeźwiający i idealny na lato choć dla mnie mało intensywny. Za 3zł na pewno wart zakupu więc pewnie wylądowałby u mnie ponownie ale przez wycofanie tego zapachu już go NIE KUPIĘ.

3. Alterra - mydło w płynie Limonka & Aloes
 Kupione w Cenie Na Do Widzenia za ok. 4zł okazało się być idealne na letnie upały. Orzeźwiający zapach, dobrze się pieniło i nie przesuszało moich rąk. Po ich umyciu nie musiałam biegiem rzucać się na poszukiwanie kremu do rąk. Podobnie jak poprzednika chętnie bym kupiła gdyby było dostępne, ale nie jest więc NIE KUPIĘ.

4. Wellness & Beauty - Olejek do kąpieli Wanilia & Macadamia <post>
 Wszystko co mogłam już napisałam w podlinkowanym poście o tym olejku. Fajnie pachniał i nie zostawiał tłustej warstwy na ciele czy wannie przez co używanie go należało do przyjemnych i prostych. Niestety również nie jest dostępny więc NIE KUPIĘ.

5. Pepco - Musujące serca o zapachu soczystych truskawek do relaksujących kąpieli
 W tym samym poście co o powyższym olejku pisałam również o tych nic nie robiących serduszkach musujących. Nie ma ich na zdjęciu po zostały po nich tylko malutkie kawałki folii. Wrzuciłam ostatnie do wanny żeby się ich pozbyć, nadal nie zaobserwowałam ani piany, ani zapachu ani wielkiego musowania. NIE KUPIĘ

6. Eveline, Fresh & Soft - oczyszczający płyn micelarny 3 w 1 <post>
 Produkt, który i ja i moja mama polubiłyśmy na tyle, że to już chyba nasza 4 butelka pod rząd. Do demakijażu używałam go tylko na początku, radził sobie z tym bardzo dobrze. Później kupiłam inne produkty i ten stosowałam tylko jako tonik. Fajnie oczyszcza twarz rano, po demakijażu wieczorem innym produktem czasami nawet znajdował jakieś resztki do zmycia. Nie klei się, nie wysusza. Na razie zrobiłyśmy sobie od niego przerwę ale wrócimy do niego. KUPIĘ

7. Wella, Wellaflex - Pianka do włosów Stylizacja na Gorąco <post>
 Używałam ją mieszając z piankami dodającymi objętości, taki duet najlepiej się sprawdzał u mnie. Po nałożeniu pianki i podsuszeniu włosów były troszkę odbite od nasady. Ładnie pachniała, baaardzo wydajna. Na razie stosuję same pianki dodające objętości bo nie jest to mój must have ale jak nie będą działać samodzielnie to chyba się skusze znowu na tą wersję. MOŻE KUPIĘ

8. Pepco - Chusteczki nawilżające
 Kupiłam z ciekawości bo uwielbiam zapach fiołków. I chociaż prawdziwymi kwiatkami nie pachną to maja przyjemny zapach. Długo nie wysychają, wiosną mogłam nawet miesiąc mieć je otwarte i nadal były wilgotne. Wymiękły dopiero przy tych upałach ale wcale im się nie dziwię. Na początku są bardzo mokre, że aż się pienią. Nie zawierają alkoholu. Bardzo przydatne jak się niema dostępu do mydła i wody. Wypróbuję teraz inne wersje zapachowe, różową już KUPIŁAM.

9. Farmona, Tuffi-Frutti - Mus do ciała Brzoskwinia & Mango <post>
 Cudownie pachnący mus do ciała. Aż żałuję, że już się skończył bo nie powinnam na razie kupować nowego smarowidła do ciała bo mam spore zapasy. Delikatnie nawilżał, nie kleił się, u mnie był wydajny. No i ten zapach, który utrzymywał się długo na skórze, nawet rano jeszcze go czułam. Jeśli nie teraz to na następne lato na pewno go KUPIĘ.

10. Bielenda - Masło do ciała Arbuz
 Chyba wszyscy już je mieli i wypróbowali więc też musiałam się skusić :) Mała pojemność ale 4zł to też nie majątek. Ciekawa byłam jego zapachu, okazał się słodki ale nie mdlący, całkiem przyjemny. Wystarczył mi na niecały miesiąc więc szału nie ma ale i tak myślałam, że będzie gorzej. Nawilżał chyba trochę lepiej niż mus Farmony, zapach też był długo wyczuwalny na ciele. Nie widuję już tych maseł ale gdybym spotkała to KUPIĘ.

11. Himalaya Herbals - Nawilżające Mydło Migdałowe
 Mydła w kostce kupuję zazwyczaj do domu. Często używam innego niż reszta domowników bo ostatnio tytko ja mam problemy z suchymi dłońmi i nie każde mydło mi służy. To należy do tych niewysuszających (choć nie przesadzałabym z nawilżaniem) więc kupiłam już drugie. Ładnie pachnie, dobrze się pieni. Nie ma SLS ani SLES, za to jest sporo olejków i ekstraktów.  Reszta domowników mi je z ochotą podbiera przez co szybko się kończy więc pewnie równie szybko KUPIĘ.

12. Maybelline, The Colossal Volum' Express Waterproof <post>
 Zdecydowany tuszowy ulubieniec! Post o nim był na samym początku prowadzenia bloga więc jest raczej kiepski :) Ale nie zmienia to faktu, że tusz jest na razie moim ideałem: pogrubia, wydłuża, podkręca, nie skleja. Nie nabiera też za dużo tuszu na szczoteczkę tak jak nowa wersja o której ostatnio pisałam. Na pewno KUPIĘ.




13. Synergen - maseczka przeciwtrądzikowa
 Miał być o niej cały post dlatego opakowanie wyrzuciłam, stąd zdjęcie nowej. Stwierdziłam jednak, że nie zasługuje na tyle miejsca na moim blogu. Czytałam jakąś pozytywną recenzję o niej, a że jest tania to się skusiłam. U mnie się nie sprawdziła. Nie robi z moją twarzą nic a do tego śmierdzi alkoholem. Twarz jest nieprzyjemnie ściągnięta i nic poza tym. Taki sam efekt osiągnę myjąc twarz kiepskim żelem do twarzy :) NIE KUPIĘ

 Jak widzicie z większość jestem zadowolona i chętnie wróciłabym do nich gdybym mogła. Ładnie pachnące produktów idealne na lato przeważają :)
 A Wam jak poszło zużywanie w tym miesiącu? Znacie coś z mojego denka?

Maybelline, The Colossal Go Extreme Volum' Waterproof

 Jeśli ktoś jeszcze tego nie wie to moją ulubioną maskarą jest Maybelline, The Colossal Volum' Express Waterproof . Zużyłam już kilka opakowań i zawsze kupuję nową. Jednak ostatnio na promocji -40% w Rossmannie postanowiłam skusić się na jej nową wersję Go Extreme!, oczywiście również w wodoodpornej wersji. W cenie regularnej kosztują około 35zł ale chyba jeszcze nigdy nie kupiłam ich poza promocją, ponieważ często kosztują ok. 20zł :) Zawiera 9,5ml produkty i należy go zużyć w 6 miesięcy od otwarcia.


 Opakowanie jest standardowo żółte, z turkusowymi napisami w wersji wodoodpornej.  Nowością jest kształt szczoteczki oraz "różdżki" na której się ona znajduje. W sumie nie wiem co to za różnica czy jest ona prosta, czy z tymi dwoma wybrzuszeniami :) Na opakowaniu pisze "Extreme Volume Double Pump Wand" ale jak to interpretować? Szczoteczka jest tradycyjna, duża, z krótszymi włoskami na czubku (chyba widać na zdjęciach o co mi chodzi).


 Ma dość specyficzny zapach ale czuć go tylko w opakowaniu, na rzęsach go nie wyczuwam. Kolor tuszu to oczywiście czarny odcień czerni :)


Ze strony producenta:

"DLA KOGO?
Dla kobiet pragnących ekstremalnego pogrubienia rzęs.

DZIAŁANIE
• Pierwsza podwójnie wyprofilowana szczoteczka precyzyjnie rozdziela rzęsy i zapewnia podwójny zastrzyk objętości dla rzęs
• Formuła z 16-krotnie większą zawartością kolagenu dla efektu ekstremalnie pogrubionych rzęs bez grudek

EFEKT
Rzęsy ekstremalnie pogrubione bez sklejania i grudek."

Batman

 Działanie:
 W sumie nie wiem czy to dobre słowo przy recenzji tuszu do rzęs :)
 Mimo, że mam małe oczy i takimi dużymi szczoteczkami zawsze się ubrudzę to lubię właśnie takie wybierać. A to dlatego, że dają na moich rzęsach fajny efekt, który mi się podoba. Dzięki tej maskarze moje rzęsy są czarne, wydłużone, pogrubione i podkręcone a przy tym nie posklejane. Czyli wszystko czego potrzeba. Mi zazwyczaj wystarcza tylko jedna warstwa tuszu, ewentualnie małe poprawki. Choć jeśli ktoś chciałby jeszcze większy efekt uzyskać to pewnie nakładałby drugą warstwę. Poza tym nie osypuje się, nie kruszy i jest na prawdę wodoodporny. Jedynie płyny dwufazowe go zmyją, spokojnie wytrzymuje 12 godzin a nawet i dłużej.



 Jednak jest małe ale. Jeśli zaczęłabym od razu po odkręceniu tuszu malować rzęsy to byłyby nim oblepione i posklejane. Powodem jest nabieranie na szczoteczkę zbyt dużej ilości tuszu. Szczególnie na początku kiedy tusz był bardzo mokry było to widoczne, teraz jest trochę lepiej. Zanim więc przystąpię do malowania rzęs muszę pozbyć się trochę tego nadmiaru o chusteczkę lub opakowanie. Jedna i druga opcja powodują obniżenie wydajności tuszu. Albo szybciej się skończy albo szybciej wyschnie, co kto woli. Jednak używam go od czasu tej promocji w Rossmannie i nie zapowiada się na jego koniec na razie więc nie jest źle.

Tutaj widać ile nadmiaru tuszu trzeba ściągnąć ze szczoteczki przed pomalowaniem rzęs.

Podsumowanie: Maskara nie jest zła. Wręcz napisałabym, że jest fajna bo podoba mi się efekt jaki daje na moich rzęsach i ma rewelacyjną trwałość. Ma jednak ten jeden minus w porównaniu do wersji podstawowej i właśnie dlatego następnym razem wrócę pewnie do mojego ulubieńca. Obecnie używa mi się jej lepiej niż na początku więc zużyję bez narzekania :)

  Jeśli ciekawi Was wersja niewodoodporna to zapraszam na recenzję Basi z bloga Dziwna jesteś, Barbaro! Będziecie też mogli tam zobaczyć zdjęcie porównujące nową szczoteczkę oraz tą ze starszej wersji :)

 A Wy miałyście jakąś wersję Colossala? Którą najbardziej lubicie?

Dwufazowe płyny do demakijażu oczu - Garnier & L'oreal

 Jako użytkowniczka głównie wodoodpornych maskar muszę posiadać w łazience zawsze dwufazowy płyn do demakijażu oczu. Najczęściej sięgałam po ten z Ziaji, który wydawał się ok ale szczerze to mi się znudził (recenzja). Później zdradziłam go z płynem z Bielendy, który niestety okazał się nieodpowiedni dla mnie dlatego powędrował dale ale mam nadzieję, że sprawował się lepiej niż u mnie (recenzja). Obecnie testowałam dwa nowe dla mnie płyny, jeden w wynajmowanym mieszkaniu, drugi w domu. Wybór padł na Garnier - Ekspresowy demakijaż oczu 2w1oraz L'oreal - Łagodny płyn do demakijażu oczu i ust. Oba mają pojemność 125ml i kosztują ok. 15zł, L'oreal jest chyba nieco droższy.  Dla mnie oba produkty są bardzo podobne do siebie więc stąd podwójna recenzja.


 Opakowania oba są plastikowe, zamykane na klik. Na pewno prezentują się trochę lepiej niż skromna Ziaja. Garnier utrzymany jest w biało-fioletowej kolorystyce i ma zaokrąglone kształty, L'oreal w biało-niebieskiej o bardziej kanciastych kształtach, wydaje się większy. Lepiej się w dłoni trzyma ten z Garniera ale drugi nie sprawia w tej kwestii problemów, taka luźna uwaga to była :) Otwór przez który wylewamy produkt jest większy w tym z L'oreal, czasami zdarza mi się wylać w nim za dużo więc trzeba pamiętać o przytknięciu wacika bezpośrednio do otworu i delikatnym przechylaniu.
 Zapach obu są delikatne, niezbyt intensywne, nie wyczuwalne na skórze po demakijażu. Jednak jeśli miałabym wskazać ten mocniej pachnący byłby to Garnier.
 Oba oczywiście jak to płyny dwufazowe trzeba przed użyciem wstrząsnąć w celu połączenia warstw, nie ma z tym najmniejszych problemów. Nie musimy się nimi natrząść aby to nastąpiło i nie rozdzielają się w ekspresowym tempie więc nie trzeba tego co chwilę powtarzać.

 Od producenta: 
 Gdyby nie chciało Wam się czytać, albo słabo było widać napisy (szczególnie Garnier'a) to powiem Wam w skrócie, że oba mają skutecznie i łagodnie zmywać nawet wodoodporny makijaż. Nadają się też dla osób noszących soczewki oraz nie zostawiają tłustej warstwy. Garnier ma dodatkowo wzmacniać rzęsy po 4 tygodniach używania.

 Działanie:
 Muszę przyznać, że obietnice producenta w dużym stopniu zostały spełnione. Oba płyny mnie pozytywnie zaskoczyły. Bez problemu zmywają wodoodporny makijaż (tusz, kredkę, eyeliner), wystarczy przyłożyć wacik odczekać chwilę i większość już zostaje na waciku. Kilka poprawek i po makijażu ani śladu. Nie trzeba przy tym trzeć oczu i tracić przy tym kilkunastu rzęs. Przekłada się to też na super wydajność, bo nie zużywamy przy tym 10 wacików i pół butelki płynu, wystarczą mi zazwyczaj 1-2 waciki. Nie podrażniają, nie szczypią, nie pieką, nie powodują łzawienia. Po demakijażu na prawdę nie czuć tłustej warstwy ani nie widzimy po nim "przez mgłę". Tzn. zaraz po odstawieniu wacika coś tam czuć na skórze ale szybko znika i nie jest nieprzyjemne. Jeśli chodzi o obietnicę wzmocnienia rzęs przez płyn Garnier'a to nie do końca wiem czy się sprawdziło. Muszę jednak przyznać, że dużo rzadziej wypadają mi rzęsy podczas demakijażu i w stanowczo mniejszej ilości (poza małym epizodem spowodowanym przez inny produkt). Myślę jednak, że to sprawka tego, że oba są delikatne ale skuteczne a nie wzmocnienia rzęs. Chociaż kto wie, może akurat są w lepszej kondycji :)

 Małe ale...
 ... na zużycie obu mamy teoretycznie 6 miesięcy od otwarcia. Garnier używam już od marca lub kwietnia i nic się z nim nie dzieje, jest bardzo wydajny. Ten z L'oreal mam krócej bo ok. 2 miesięcy i niestety nie wygląda on tak jak na początku, raczej jakby się "zepsuł" :( Zamiast niebieskiej warstwy górnej utworzyła się jakby biało-niebieska emulsja. Nie do końca wiem co się wydarzyło i dlaczego w tak krótkim czasie. Wiem, że ostatnio były upały ale nie wystawiałam go przecież na słońce, siedział w koszyczku w łazience. Na zdjęciach możecie zobaczyć różnicę (mam nadzieję, że ja widać pomimo robienia jednego zdjęcia w świetle dziennym, drugiego wieczorem z lampą).


 Podsumowanie: Przy stosowaniu Ziaji trzeba było się trochę namęczyć i natrzeć oczy zanim tusz wodoodporny zniknął całkowicie z rzęs. Bielenda źle działała na moje oczy, piekła i powodowała potoki łez. Przy tych nie zauważyłam żadnego z tych minusów więc jestem jak najbardziej zadowolona. Wreszcie demakijaż oczu nie jest nieprzyjemny i męczący. Zarówno działanie, wydajność i cena na promocji zachęcają do ich ponownego kupna. Zmartwiło mnie jednak zachowanie płynu L'oreal po ok. 2 miesiącach używania ale mam nadzieję, że to tylko wadliwy egzemplarz i kolejny będzie już się grzecznie sprawował przez cały czas użytkowania :)

 Miałyście te płyny dwufazowe? A może, któraś z Was też miała taki problem jak ja z "zepsuciem" produktu?

J.K. Rowling - Trafny Wybór

 J.K. Rowling chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Jej serię o Harrym Potterze przeczytałam już kilkukrotnie (jak nie kilkunastokrotnie). Autorka napisała również powieść dla dorosłych "Trafny Wybór" więc stwierdziłam, że muszę ją przeczytać.

 Opis z okładki:
 "Barry nie żyje. Ta niespodziewana śmierć pogrąża Pagford w chaosie. Na jaw wychodzą tajemnice mieszkańców. Urocze miasteczko z brukowanym rynkiem i wiekowym opactwem już nigdy nie będzie takie jak dotąd.
Wybucha wojna bogatych z biednymi, nastolatków z rodzicami, wojna żon z mężami i nauczycieli z uczniami. Kto przejmie władzę po Barrym? Jak daleko się posunie w tym zaciekłym konflikcie?
Pełna czarnego humoru, błyskotliwa i prowokująca wielka powieść o małym miasteczku."


 Jeśli ktoś mieszka na wsi albo w małym miasteczku to może sobie łatwo wyobrazić Pagford.Wszyscy się znają, uwielbiają plotkować i po kryjomu ze sobą rywalizują, do czego się otwarcie nie przyznają. 
 Książka zaczynająca się od śmierci to coś co lubię, tak się zaczynają często kryminały. Jednak tutaj mamy śmierć naturalną więc nie ma szukania mordercy. Jest za to szukanie następcy w Radzie, co dla mnie jest mniej ciekawe. Wśród mieszkańców znajdziecie cały wachlarz osobowości co na pewno czyni książkę trochę ciekawszą. Różnorodność problemów z jakimi się borykają jest szeroka i każdy radzi sobie na swój sposób z różnym skutkiem. Osobiście bardziej podobały mi się wątki dotyczące nastolatków niż dorosłych. Zakończenie nie należy do happy endów. Nie zostały też rozwiązane wszystkie dylematy mieszkańców więc z tego powodu czułam niedosyt.
 Niestety mnie "Trafny wybór" nie wciągnął, przeczytanie 500 stron zajęłoby mi na pewno więcej czasu gdyby nie to, że jedną nockę miałam bardzo spokojną i się nudziłam w pracy bo produkcja większość czasu stała. A tak, że nie miałam nic innego do robienia to czytałam. Całe szczęście nie była na tyle nudna, żeby przy niej zasypiać.

 Podsumowując: Powszechnie książka jest chwalona, ambitna, błyskotliwa, porywająca, prześmiewcza, pełne czarnego humoru. Możliwe, tylko mnie niestety nie zachwyciła. Na pewno nie będę do niej wracać tyle razy co do Harrego. Zakończenie jest otwarte więc teoretycznie autorka mogłaby kontynuować książki o mieszkańcach Pagford ale nie wiem czy bym po nie sięgnęła gdyby takie powstały. Po prostu wolę inne klimaty książkowe ale na pewno znajdą się fani takiej literatury. 

 Czytaliście już tą książkę? Jak tak to jakie macie wrażenia? A jak nie znacie jej to macie ochotę po nią sięgnąć?

Nowości i wygrane (maj-lipiec)

 Hej kochani, dzisiaj post chwalipięty :) Ostatni taki post był w maju więc kilka paczek się uzbierało. Zakupów kosmetycznych też było sporo ale tych nie będę pokazywać, no może z małymi wyjątkami :)

 Na początek cudowna torebka z Mohito, kupiona w ich sklepie internetowym. Akurat w jakiś weekend była promocja -25% lub -30% na akcesoria, torebki, paski itp. więc się skusiłam :) Zamiast 139,99zł zapłaciłam za nią 97,99zł plus wysyłka. Dostępna była czarna, kość słoniowa i moja szara.


 Na moje stopy znaleźć buty, które nie będą za szerokie to duże wyzwanie. Zazwyczaj przymierzam każdą parę, która mi się w miarę podoba i kupuję te, które się trzymają stopy. W taki sposób nabyłam te miętowe balerinki (choć na zdjęciach wydają się bardziej błękitne), które okazało się mają stópki z cyrkonii na przodzie :)


 Na promocji kupiłam też body z New Yorkera za 19.99zł. W rzeczywistości ma bardziej malinowy kolor. Nigdy wcześniej nie miałam body więc ciekawe czy będzie mi się je dobrze nosiło.


 Dzisiaj byłam też w Lidlu i kupiłam za 33zł piżamkę na lato, do wyboru było kilka wzorów ale ja wybrałam Snoopy'ego :)


 W tym miejscu powinny się pojawić różowe rurki ale niestety są w praniu i nie ma zdjęć :)

 W Biedronce udało mi się znaleźć jakiś zaginiony organizer za 2zł. Przekopałam się przez resztę koszyków wyprzedażowych ale więcej nie znalazłam niestety.


 Z mojej chciejlisty, którą opublikowałam w czerwcu udało mi się kupić 3 z 5 pozycji. Ale pozostałe również zrealizuję :) TT zdążyłam kupić dosłownie 2-3 dni przed ogłoszeniem gazetki Biedronkowej z jego podróbką więc troszkę się zdenerwowałam ale mówi się trudno.


 Zamówiłam również swoje pierwsze rosyjskie kosmetyki ale na razie mieszkają w szafie bo postanowiłam nie otwierać ich dopóki nie zużyję pozaczynanych. Zawsze to jakaś motywacja do opróżniania otwartych opakowań :)


 Skusiłam się również na 3 nowe pędzelki Glam Brush czyli zaprojektowane przez Hanię digitalgirl13.


 Mówią, że jak się ma szczęście w grach to nie ma się szczęścia w miłości. Sądząc po ostatnich wygranych rozdaniach nie zapowiada się na znalezienie Tego Jedynego :)

1. wygrana u Kamilii z bloga http://challenge-accepteed.blogspot.com/


2. wygrana na fanpage'u dziewczyn z bloga http://www.goodtotry.pl/


3. wygrana u Whatki (tak się odmienia? jak nie to przepraszam :) ) z bloga http://encepencce.blogspot.com/


4. wygrana u Miki z bloga http://mybeautyworld-mika.blogspot.com/


 Dostałam się również do testowania nowych podpasek Always Ultra w projekcie trnd. Ale spokojnie, nie będę ich tutaj recenzować :)


 No i na koniec najładniejsza paczka z całego zestawienia. Dzięki portalowi Rekomenduj.to zostałam ambasadorką marki Le Petit Marseillais. Bardzo się cieszyłam z tego faktu ale jak zobaczyłam na Waszych blogach jak wygląda paczka to byłam w szoku, pozytywnym oczywiście. Aż nie mogłam się doczekać kiedy przyjadę do domu i odpakuję swoją :) Na żywo prezentuje się jeszcze lepiej więc wielkie brawa dla marki za taką dbałość o szczegóły. 


 W środku był list oraz przewodnik po świecie Le Petit Marseillais, żel pod prysznic Kwiat Pomarańczy, mleczko nawilżające do bardzo suchej skóry oraz po 20 próbek każdego z nich. 


 Jak widzicie uzbierało mi się przez ponad dwa miesiące trochę nowości a już nawet pominęłam zakupy w Rossmannie czy Naturze :) Czas zabrać się za testowanie, niektóre rzeczy niestety będą musiały poczekać w kolejce bo wszystkiego nie da się na raz używać :)